Kolor tła: Kolor tekstu:

   Aniol ciemności

Autor: Sylwia Pietrzak
Html: skrypt by pBT


   

Winda


   
    Jadąc do niego spotkała jego mamę. Skończyła pracę wcześniej, więc to spotkanie było przypadkowe. Po drodze weszły do sklepu. Zaoferowała swoją pomoc przy obiedzie i ostrzegła, że nie potrafi zbyt wiele. Chwilę później były już pod drzwiami domu. Jego mama starała się otworzyć je jak najciszej, aby zrobić mu niespodziankę. Weszły do jego pokoju, a to co zobaczyły zaskoczyło je. Kochał się z jakąś dziewczyną i na ich widok zrzucił ją z siebie tłumacząc, że nie chciał i że go uwiodła. Wypierał się, że nie wie jak to się mogło stać. Matka zaczęła krzyczeć na niego i okładać go pięściami. Ona wyszła z pokoju nic nie mówiąc. Czekając na windę słyszała jego nieudolne tłumaczenie się z tego wszystkiego. Drzwi od windy otworzyły się, ale jej nie było. Nie myśląc rzuciła się do szybu. Jeszcze przez chwilę słyszała jego głos, a później była tylko ciemność.
   
   
* * *

   
    Kiedy winda już przyjechała jej tam nie było. Zjechał na parter mając nadzieję, że ją gdzieś znajdzie i wytłumaczy wszystko. Wysiadając potrącił jakiegoś mężczyznę, ale nawet nie przeprosił. Biegł jak najszybciej na przystanek. Jej tam nie było. Wrócił załamany do bloku i zobaczył grupkę ludzi stojących przed winda. Przepchał się na przód i zobaczył jak spod drzwi wypływała krew. Ktoś już wezwał pomoc, bo przyszło dwóch mężczyzn z narzędziami. Otworzyli drzwi i weszli do środka. Wszędzie było pełno krwi, ale nie było ciała. Jeden z nich zauważył, że na ścianie były krwawe odciski dłoni. Jedyne co mogli zrobić to posprzątać ten bajzel jak najszybciej i uruchomić windę.
   
   

Pierwsze starcie


   
    Jeden z żołnierzy znalazł dziewczynę w bardzo złym stanie. Była brudna i pokaleczona. Zaniósł ją do oficera, a ten kazał położyć na stole. Sprawdził czy żyje i w jakim jest stanie. Ocknęła się i próbowała coś powiedzieć, ale zemdlała. Zostawił ją tak i kazał żołnierzowi pilnować, żeby nikt nie wchodził do pomieszczenia, a on w tym czasie pójdzie po lekarza.
    W jej głowie roiło się od głosów: ,,wstań... wstań... ratuj... nas... ratuj... ona tu jest... zabij... ona jest... silna... ocal ich... zabij ją... ocal... ocal ich...''. Ciągle się nasilały i zamieniały w bełkot, jeden potężny pisk. Spadła ze stołu próbując je jakoś od siebie odgonić. Ucichły tak samo jak nagle powstały.
    Grupka żołnierzy stojących przy ognisku zauważyła dziewczynę dość skąpo ubraną i wabiącą ich do siebie. Gdy podeszli bliżej zobaczyli jej piękne blond włosy i błękitne oczy. Ciało miała idealnie wyrzeźbione. Jeden z nich próbował nawiązać z nią jakiś kontakt słowny, ale ta nie odpowiadała tylko się uśmiechała. Drugi wyciągnął dłoń i dotknął jej ręki. Jej twarz się zmieniła się, oczy ściemniały przybierając odcień czerwieni, a zęby zmieniły się w kły. Chcieli uciec, ale stali w świetlistym kręgu, który parzył po dotknięciu. Jednym ruchem ręki podpaliła pobliskie drzewa śmiejąc się przy tym, a im głośniej to robiła tym krąg się mocniej zacieśniał. Zamilkła na chwilę i z jej pleców wyrosły skrzydła zakończone ostrymi pazurami. Nagle wydała dziki skowyt.
   
   
* * *

   
    Wyszła przez okno i wdrapała się na dach. Widząc ją wiedziała, że to jej cel. Wyciągnęła spod płaszcza srebrną gwiazdę i rzuciła ją w jej stronę. Świetlista bariera znikła z chwilą, kiedy ta wbiła się w czoło demona.
   
   
* * *

   
    Z rany płynęła jej krew. Dostrzegła jakąś postać na dachu. Długi, czarny płaszcz powiewał złowrogo i w tym momencie ujrzała miecz, ale jakiś dziwny. Wydawało się, że płonął. Gwiazda w jej czole piekła coraz bardziej im ona się do niej przybliżała. Gdy już była parę kroków od niej mogła się jej dokładniej przyjrzeć. Dziewczyna miała koło 20 lat, długie ciemne włosy, była niezbyt wysoka, ale czarny płaszcz i mocne buty nadawały jej ostrzejszego charakteru. W ręku trzymała miecz. On faktycznie płonął tylko jak to możliwe?
    - Psujesz mi zabawę.
    - Niby czemu? Ja się dobrze bawię.
    Po tych słowach chwyciła mocnej rękojeść miecza i jednym potężnym uderzeniem podcięła jej gardło. Demonica upadła, a ona stanęła nad jej ciałem, żeby zadać ostateczny cios w serce. Kiedy już miała dobić dźgnęła ją pazurami. Mimo bólu dokończyła dzieła, a ta zamieniła się w proch. Rana zaczynała ropieć i brzydko pachnieć. Zwykły śmiertelnik umarłby od lada zadraśnięcia demona, ale ona już raz umarła. Podrzuciła miecz do góry, a ten opadając przeszył jej ciało. Upadła na kolana i klęczała nieruchomo. Po chwili jakby się ocknęła, a z jej ciała wypłynęło światło, które rozeszło się jak fala gasząc przy tym płonące drzewa. Chwyciła miecz i powoli wyciągała go z siebie. Jej rana znikła nie zostawiając po sobie śladu. Wstała i zarzuciwszy miecz na ramię splunęła w miejsce, gdzie była resztka prochów demona. Chwiejnym krokiem poszła przed siebie.
   
   

Zwiadowca


   
    Weszła do jakiegoś motelu i nawet nie wiedziała jak się tam znalazła. Recepcjonista podał jej klucz zapewniając, że wszelkie formalności zostały już załatwione. Jej przyjście tutaj nie było przypadkowe. Nic nie mówiąc wzięła klucz i poszła do pokoju. Na szczęście było na pierwszym piętrze i nie musiała jechać windą. Zresztą i tak by tego nie zrobiła. Nie po tym co się stało.
    Pokój nie był zbyt ciekawie urządzony, ale lepsze to od spania na mchu. Musiała przejść długą drogę, żeby tu dotrzeć niezauważona. Błąkała się przez parę tygodni po lasach, a sen na zwykłym łóżku w ciepłym pokoju był szczytem jej marzeń.
    Zdjęła płaszcz, koszulę, spodnie i buty. Złożyła wszystko na kupkę i położyła z łazience. Nie była ona duża, ale był prysznic, czyli coś za czym bardzo tęskniła. Nawet się dokładnie niczemu nie przyglądała tylko od razu poszła się umyć. Strumień ciepłej wody uspokoił ją i pozwolił zlikwidować zeschnięty bród z krwią. W tej właśnie chwili uświadomiła sobie, że jej miecz jest cały zakrwawiony. Czemu dopiero teraz o tym pomyślała? Przez całą drogę tutaj była jakby w amoku. Nie wiedziała co dokładnie robi i gdzie idzie ani jakim cudem tutaj dotarła i skąd On o tym wiedział.
    Spędziła pod prysznicem prawie godzinę. Wreszcie udało jej się domyć. Owinięta w sam ręcznik poszła do pokoju sprawdzić co z mieczem. Po wyciągnięciu okazało się, że był czysty tylko... Miała dziwne wrażenie ze kamień na rękojeści zmienił kolor na jaśniejszy. Może tylko się jej wydawało.
    Ktoś zapukał do drzwi. Ukryła szybko miecz pod kołdrą i poszła je otworzyć. Zapomniała, że jest tylko w ręczniku, ale już nie było czasu na ubranie się. Otworzyła drzwi i zobaczyła tego samego chłopaka, który ją obserwował w recepcji. Zarumienił się na jej widok.
    - Przyniosłem Pani kolację.
    - Nic nie zamawiałam.
    - Ten mężczyzna, który zamówił Pani pokój zadbał także o wyżywienie.
    Zaprosiła chłopaka gestem ręki do środka, a ten po położeniu jedzenia na stole ukłonił się i wyszedł. Stałą w ciszy przyglądając się temu co jej przyniósł. Pieczony kurczak i faszerowana papryka z frytkami. Nie było takie złe szczególnie, że przez parę tygodni jedyne co jadła to korzonki drzew i robaki. Właśnie miała się wziąć za jedzenie kiedy zadzwonił telefon.
    - Tak?
    - Nie chce przeszkadzać w kolacji, ale jeśli już Pani skończy proszę przyjść do recepcji. Właśnie przyszła paczka.
    - Zaraz będę.
    Chwyciła nogę kurczaka i poszła po ubranie. Nie było zbyt czyste, ale nie miała innego. Jak tylko się ubrała i dokończyła jeść wybiegła szybko z pokoju. Chwilę później stało przed nią duże kartonowe pudło. Było ciężkie, ale jakoś doniosła do pokoju. Rzuciła obok lóżka i wzięła się za resztę jedzenia. Im więcej zje tym lepiej, bo taka okazja może się szybko nie zdarzyć. Jadła spokojnie delektując się smakiem co jakiś czas zerkając na pudło. Jak tylko skończyła siadła przed nim i otworzyła go. W środku był plecak, a w nim czyste ubranie i buty. Wszystko było takie same z tym co miała na sobie tylko, że nowe i niezniszczone. Na samym dnie była też sakiewka z paroma drobnymi. Odłożyła wszystko tak jak było do plecaka i zajrzała ponownie do pudła. Była jeszcze mała paczuszka zawinięta szmatką. Położyła ją na łóżku i odwinęła. Był tam zwój papieru i piękny sztylet. Wzięła go do ręki. Lekki i z pięknym ornamentem był idealny do rozszarpywania ciała. Odłożyła go i sięgnęła po papier. Był zalakowany pieczęcią przypominającą czaszkę. Trochę się wahała zanim zerwała pieczęć. Był to list.
   
    Witaj Aniołku,
   
    Właśnie przeszłaś próbę. Spisałaś się bardzo dobrze, a oto Twoja nagroda. Pewnie zauważyłaś już zmianę wyglądu swojego miecza. Nie bój się, to normalne. Pochłania on krew demonów, dzięki czemu jego siła wzrasta. Im więcej ich zabijesz tym lepiej dla Ciebie. Mam też złą wiadomość. Nikt oprócz ciebie nie przeszedł próby także los ludzi jest w Twoich rękach.
   
    Na zawsze Twój...
   
    Zbyt wiele pytań przychodził jej do głowy, a nie znała żadnej odpowiedzi. Pamiętała swoją śmierć i pierwsze spotkanie z Nim...
   
   
* * *

   
    Leżała na dnie nieprzytomna, ale żyła. Czuła jak coś po niej chodziło. Ocknęła się, ale nic nie widziała. Czuł tylko czyjąś obecność. Próbowała wstać łapiąc się czegoś na ścianie. Parę razy spadała i musiała zaczynać od nowa. Na szczęście winda nie zjeżdżała w dół. Szukała palcami wyjścia. Upadła na ziemię wściekła na siebie, że nie potrafiła sobie poradzić. Usłyszała kroki. Nie wiedziała co ma zrobić. Zwinęła się w kłębek kryjąc głowę w ramionach. Poczuła czyjś oddech na karku. Ten ktoś objął ją i mocno przytulił. Później czuła tylko ciepło. Znalazła się w jakimś pomieszczeniu.
    Obudziła się po paru godzinach. Siedział u jej nóg i przyglądał się jej bardzo uważnie.
    - Kim jesteś?
    - Twoim przeznaczeniem...
    Rozejrzała się po pomieszczeniu. Oprócz łóżka nic tam nie było. Teraz ona mu się przyjrzała. Dobrze zbudowane ciało było widoczne spod ubrania, miał silne dłonie, jego oczy były jasno błękitne, ale niestety był łysy. Siedzieli tak przez chwilę w milczeniu, aż do pokoju ktoś wszedł. Była to postać w długim czarnym płaszczu, ale nie mogła zobaczyć twarzy, bo szczelnie zasłaniał ją kaptur. Szeptali między sobą nie zwracając na nią uwagi. Ich oczy były takiego samego koloru. Nie wiedziała kim oni są i co tu robi. Przyjrzała się sobie. Podarte ubranie całe w brudzie i kurzu. Zrobiło jej się głupio. Zaważyła, że przestali już rozmawiać. Tamten ukłonił się i po chwili wyszedł zostawiając ich samych. Spojrzał na nią i powiedział:
    - Rozbierz się.
    - Nie no to trochę nie teges. Wcale Cię nie znam, a Ty każesz mi się rozbierać. Moja odpowiedź brzmi nie.
    - To ja Cię rozbiorę.
    Wstał z łóżka i szedł do niej. Im bliżej niej był tym bardziej się kurczyła. Czuła jak żebra zaczynają wbijać się w jej wnętrzności. Siadł obok niej.
    - Nie bój się. Wiem jak wyglądasz, więc się dalej tak nie opieraj.
    - Jak to wiesz? Skąd?
    - Leżałaś tu sobie bez ruchu to skorzystałem.
    Uderzyła go w twarz, ale on się tylko uśmiechnął.
    - To ja Cię teraz przywiąże i będziesz tak leżeć aż zmienisz zdanie.
    Chwycił ją za rękę, ale nie dała się tak łatwo. Zaczęła go gryźć i kopać, a on wcale nie był zły z tego powodu. Wręcz przeciwnie. Dobrze się bawił. Przestała się rzucać widząc, że nic to nie daje.
    - Nie mam się w co przebrać.
    - No dobrze. Pójdę po ubranie, ale radzę Ci się stąd nie ruszać.
    Wstał i wyszedł. Zaczęła się zastanawiać czy żyje czy już nie, a jeśli nawet to jak nazwać to miejsce, w którym się znalazła. Zdjęła z siebie bluzę. Wszystko ją przy tym bolało, ale nie miała wyboru i tak z jej ubrania niewiele zostało. Czuła się brudna i śmierdząca, a w pokoju tak pięknie pachniało wanilią. Wtuliła się w poduszkę i okryła kołdrą. Słyszała jak drzwi się otwierają i czyjeś ciche kroki. Ten ktoś próbował zdjąć z niej kołdrę. Tak nie chciało jej otwierać oczu ani oddawać kołdry. W końcu przestał, ale tym razem poczuła jak coś wślizguje się pod kołdrę. Chciała wyjść, ale to coś złapało ją za nogawkę i wciągało pod kołdrę. To był On. Znowu się z nią bawił.
    - Przyniosłem Ci ubranie.
    - Mogłeś je zostawić i wyjść.
    - Nie dąsaj się tak na mnie. Z nikim innym nie mogę się powygłupiać.
    - Czyli jestem Twoją maskotką?
    Uśmiechnął się do niej odsłaniając przy tym swoje kły. Zupełnie ją to zaskoczyło. Zaczęła się go jeszcze bardziej bać.
    - Coś nie tak?
    - Żebyś wiedział. Kim jesteś?
    - Dlaczego wszyscy o to pytają? Mówiłem Ci... Jestem Twoim przeznaczeniem.
    - No, ale coś tak więcej nie możesz o sobie powiedzieć?
    - Jestem jednym z wielu upadłych aniołów. Wystarczy?
    - Tak średnio. Powiedz mi teraz co ja tu robie i po kiego grzyba mnie tu trzymasz.
    - Sama się tego dowiesz w swoim czasie.
    Zaczynało ją to już trochę denerwować. Jakiś obcy koleś się do niej dobiera i jeszcze nic nie chce jej powiedzieć. Patrzył jej głęboko w oczy jakby próbował odczytać o czym myśli.
    - Wyjdź. Chce się wreszcie przebrać.
    - A nie mogę zostać?
    - NIE.
    - No dobzie, dobzie. Już sobie idę.
    Zanim to zrobił spojrzał się na nią smutnym wzrokiem i zamknął za sobą drzwi. Zrobiło jej się jego troszkę żal, ale nie miała wyboru. Wzięła rzeczy i je przejrzała. Czarna bluza z kapturem i czarne spodnie. No, ale o bieliźnie zapomniał. Zdarła z siebie stare ubranie i włożyła to. Idealnie na nią pasowało. Próbowała zrobić coś z włosami, ale przy tej ilości kołtunów mogła je jedynie włożyć pod bluzę i zakryć kapturem. Odruchowo włożyła ręce do kieszeni w spodniach. Znalazła tam medalik. Z jednej strony była czaszka, a z drugiej imię Salahan. Wygląda na to, że tak teraz będą na nią mówić.
   
   
* * *

   
    Nie sądziła, że aż tak się do niego przywiąże. To dzięki niemu żyła. Nauczył ich wielu rzeczy. Ich... Nie wiedziała wtedy, że nie była sama. Obok jej pokoju było setki innych pełnych wybawionych dusz. Teraz jak o tym myślała wiedziała, że nie mogło się stać inaczej.
    Lubił dawać jej prezenty. Pierwszy jaki dostała to księga demonów. Nie wiedziała po co jej to i dlaczego ma się tego uczyć. Nie spodziewała się, że będzie musiała je zabijać. Teraz była nieśmiertelna, ale zapłaciła za to gorzką cenę. Straciła wszystko co miała, a teraz jej ,,rodzina'' liczyła ponad 100 nieśmiertelnych i 10 aniołów. Każdy z tych aniołów opiekował się swoją grupką. Nie znała innych. Byli izolowani od reszty. Nie sądziła, że dotrze tak daleko, ale skoro ma nową broń jej szansa na przeżycie wzrastała.
    Jej zadaniem było wyeliminowanie pięciu demonic. Tylko i aż. Przypadła jej ta przyjemność, bo żaden mężczyzna nie był wstanie się im oprzeć. Jedną miała już za sobą. Zdaje się, że miała na imię Astarel. Nie była zbyt silna, ale potrafiła łapać ludzi w świetliste kręgi i w tym samym czasie podpalać wszystko co się da. Nie wie na kogo trafi następnym razem, ale będzie coraz gorzej.
   
   

Wspomnienia


   
    Znowu do niej przyszedł i siadł na łóżku. Nic do siebie nie mówili. Wyciągnął do niej dłoń.
    - Mówią na mnie Arsus. Od tej pory trzymaj się tylko mnie i jak masz jakiś problem to postaram Ci się jakoś pomóc. Jak widzę znalazłaś już medalion. Na odwrocie jest Twoje imię, ale nie zdradzaj go nikomu. W razie pytań mów, że jesteś aniołem ciemności.
    - Anioł ciemności? Był kiedyś taki film... Czyli ja też mam bronić ludzi przed demonami?
    - Nie tyle ludzi co żołnierzy.
    - No to jeszcze lepiej. Sami nie potrafią się obronić?
    - Są śmiertelni...
    - Co w tym złego?
    - Dowiesz się w swoim czasie.
   
   
* * *

   
    Obudź się... obudź... wstań... niebezpieczeństwo... wstań...
    Nie lubiła tych głosów. Czuła się wtedy jakby chciały jej rozwalić głowę. Otworzyła oczy. Powoli zaczynało świtać. Usłyszała jakiś szmer. Włożyła rękę pod poduszkę szukając noża, a następnie leżała cicho i nadsłuchiwała. Pewnie jej się coś wydawało, ale dla pewności wstała i ubrała się. Wyszła przed motel. Widoczność była jeszcze średnia. Poszła na stacje benzynową i ujrzała grupkę ludzi. Podeszła bliżej i zobaczyła kobietę tulącą ciało mężczyzny. W jego pierś wbita była srebrna gwiazda, ale zupełnie inna od tych, które mają aniołowie. Dotknęła ciała mężczyzny. Było jeszcze ciepłe, więc miała szanse dopaść tego zabójcę.
   
   
* * *

   
    - Nauczysz się rozpoznawać demony. Dzieli się je na te złe i jeszcze gorsze, ale są wyjątki. Rzadkie...
    - No to super.
    - Nie narzekaj. Ciesz się, że jesteś po naszej stronie, bo kiedyś bym Cię zabił, a szkoda by było.
   
   
* * *

   
    Nikogo nie było w pobliżu i nikt nie widział sprawcy. Odeszła kilka kroków od tego miejsca, żeby się rozejrzeć. Usłyszała jakiś świst i odruchowo wyciągała nóż. Zobaczyła błysk srebra i mocnym ruchem przyłożyła w niego. Kolejna gwiazda tym razem przeznaczona dla niej. Wbiła się mocno w asfalt, ale udało się ją wydostać. Nie było w niej nic niezwykłego. Żadnych znaków rozpoznawczych, a to mogło oznaczać tylko jedno. Musiał to być. Zwiadowca. Ktoś musiał ją śledzić od jednostki albo ktoś stąd ją wydał. Musiała go teraz odnaleźć inaczej miałaby poważne kłopoty. Arsus ją ostrzegał ,,niech nikt nie wie skąd przyszłaś ani dokąd idziesz''. Nie miała teraz czasu na bujanie w obłokach, więc pobiegła w stronę skąd przyleciała gwiazda. Znalazła się w lesie, ale nadal było zbyt ciemno, żeby mogła znaleźć jakieś ślady. Musiała zdać się na intuicję, która ją nie raz zawiodła, ale zawsze można zaryzykować. Postanowiła biec co sił przed siebie. W pewnym momencie się potknęła i poczuła jak ktoś klęka jej na plecach. Był to mężczyzna.
    - Nie podnoś się.
    - Bo co mi zrobisz?
    - Mogę Cię zabić.
    - Raczej niemożliwe.
    Jednym szybkim ruchem zrzuciła go z siebie i przyłożyła mu nóż go gardła. Był zwykłym śmiertelnikiem, dlatego zabicie go było bardzo łatwe. Znalazła jakiś dół w ziemi, ale przed wrzuceniem ciała przejrzała dokładnie jego kieszenie. Znalazła kieł wilka symbol demonów i całkiem spory zapas gwiazd. Teraz mogła go tam wrzucić i wrócić do motelu. Przed nią długa i męcząca droga. Musiała się spieszyć.
   
   
* * *

   
    - Dlaczego mam ich zabijać?
    - Droga Salahan. Widzę, że nie orientujesz się zbyt dobrze w wojnach, polityce i takich tam. Chcą zniszczyć nasze wojsko, żeby kraj nie miał się jak bronić.
    - Ale mówiłeś, że człowiek nie jest wstanie zabić demona.
    - No bo to prawda. Wystarczy jeden cios, żeby demon go zabił, ale technika idzie do przodu i człowiek wymyśla różne przedziwne rzeczy. Raz się im to prawie udało, ale sprzęt zawiódł, dlatego jesteśmy my. Wybrańcy. Po okresie próby i lat przygotowania będziemy mogli stanąć naprzeciw ich Panu walcząc o honor i życie ludzi. Może chociaż jedno z Twojej grupy przejdzie przez to na co was szykuję, a teraz śpij. Od jutra zaczniesz nowe życie.
   
   

Powrót do przeszłości


   
    Wstała przed świtem. Zaczęła się pakować, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Otworzyła je i zobaczyła tego chłopaka, który wczoraj przyniósł kolację.
    - Dzień dobry. Mam dla Pani śniadanie.
    - O tej porze?
    - Ten mężczyzna o to prosił.
    - Wejdź.
    Nie miała ochoty na jedzenie, ale przynajmniej będzie miała coś na drogę. Chłopak przyjrzał się jej rzeczom rozrzuconym po pokoju.
    - Jest ich tu więcej...
    Spojrzała na niego nie wiedząc o co mu chodzi. Nie chcąc mu przeszkadzać gestem ręki wskazała mu, żeby usiadł.
    - Ludzie boja się tu przyjeżdżać. Jeśli już to starają się zatrzymywać tylko w dzień. Na noc wszyscy, którzy mogą uciekają. My sami nie wiemy komu przydzielamy pokoje.
    - Gdzie mogę ich znaleźć?
    - Oni są wszędzie, ale jest takie miejsce, gdzie się spotykają.
    Narysował na kartce plan miasteczka. Był dość szczegółowy. Zaznaczył jej punkt, gdzie był stary i częściowo spalony klasztor zakonu templariuszy. Opowiedział jej legendę o tym co się stało z zakonnikami. Można powiedzieć, że popełnili zbiorowe samobójstwo podpalając siebie i klasztor. Nie udało się ich ocalić, a ich dusze do dziś błąkają się po okolicy. Niedawno przybyło tam pięciu demonów i zdążyli się tam zadomowić. Porywają ludzi, odprawiają obrzędy, żeby zrobić z nich swoich niewolników.
    - Według legendy dzisiejszej nocy ma tam powstać ktoś albo coś o niesamowitej sile. Zakonnicy rzucili na to miejsce klątwę przepowiadając to co się teraz dzieje.
    - Jak tylko zapadnie mrok pójdę tam. Jeśli jest tak jak mówisz może być ciężko.
    - Jeśli Ci się nie uda nikt nas nie uratuje.
    - Jest nas wielu także się nie martw. Po mnie przyjdą następni.
    - Tylko, że legenda przepowiedziała Twoje przyjście. Jeśli Ty nam nie pomożesz nikt tego nie zrobi.
   
   
* * *

   
    - Wśród nas wszystkich jest wybraniec. My wiemy kto to jest, ale nie możemy tego powiedzieć. Czas pokaże.
    - Przypuśćmy, że ja nim jestem. Co się stanie jak zawiodę?
    - Nastąpi koniec... Koniec nas wszystkich.
    - Ten, który jest panem demonów jest bardzo silny. Przecież to niemożliwe, żeby jedna osoba zabiła tego, którego próbowało zabić setki z nas.
    - Jest możliwe. Na tym polega misja wybrańca. Przejdzie on długą drogę, która go do tego przygotuje. Jutro może się zdarzyć wszystko. Pamiętaj Salahan, być może to od Ciebie zależy los ludzi. Mój także.
   
   
* * *

   
    - Mógłbyś mi to jakoś przybliżyć?
    - Masz wejść od wschodu. Na wprost tego wejścia jest ołtarz, albo raczej był. Nie wiem jak jest tam teraz. Kto tam wchodził już nigdy się nie pojawił. Ludzie mówią, że czasem w nocy słychać modły, ale w niezrozumiałym dla nich języku. Jeśli uda Ci się stamtąd wyjść uratujesz nas.
    - Co do legendy... Jest jeszcze coś?
    - Wydaje mi się, że tak. Masz tam kogoś znaleźć i wziąć ze sobą do swojego świata.
    Do wieczora było jeszcze daleko. Nie miała zwyczaju poruszać się w dzień. Im dłużej czekała tym bardziej się bała. Mówił, że ma być koło pięciu demonów, a ona ledwo poradziła sobie z jednym. Jednak nie mogła się teraz poddać.
   
   

Nieznajoma


   
    Nastał mrok. Czekała długo na tę chwilę. Przyczaiła się w zaroślach, żeby się lepiej przyjrzeć temu miejscu. Budowla była ogromna, ale w niektórych miejscach bardzo zniszczona. Wszystko się powoli sypało, a na murach został jeszcze ślad ognia. Znalazła główne wejście, ale było zawalone belkami. Obeszła klasztor dookoła i znalazła szczelinę, przez którą udało jej się przejść. W środku było ciemno i tylko księżyc momentami dostarczał światła przedzierając się przez rozbite okna. Gdzieniegdzie zachowały się szczątki witraży. Przeszła przez nawę boczną kierując się do ołtarza. Był najlepiej oświetlony nie tylko światłem księżyca, ale i świecami. Wyglądały zupełnie jak płonący dywan. Jeden z demonów stał, a pozostałe klęczały wokół niego. Podeszła najbliżej jak mogła starając się być cicho. Było to dość trudne ze względu na niezliczoną ilość odłamków szkła. Skryła się za jednym z filarów. Dopiero teraz ujrzała ślady krwi. Parę kroków od niej leżało rozszarpane ciało kobiety. Spojrzała na ołtarz i dokładnie się przyjrzała tam zebranym.
   
   
* * *

   
    Zaprowadził ją do dużej sali, w której stało kilka manekinów i tarcza strzelecka. Miała do wyboru: albo najpierw uczy się strzelać z łuku albo zacząć od miecza. Postanowiła wziąć łuk.
    - Postaraj się nie zrobić sobie i mi krzywdy.
    - Łatwo Ci mówić. Pierwszy raz mam to w rękach.
    Napięła cięciwę i strzeliła. Zaczęła się śmiać widząc efekt tej próby. Strzała wylądowała kilka kroków od niej. Wzięła następną. Skupiła się dokładnie na celu i przymknęła oczy. Próbowała wyobrazić sobie swój cel i po ich otwarciu strzeliła. Tym razem udało jej się trafić, co prawda w dolną linię, ale ten wynik był znacznie lepszy od poprzedniego. Spojrzała na Arsusa, ale ten się nie odezwał tylko podał jej kolejną strzałę. Chciała tym razem wypaść lepiej, dlatego dłużej przygotowywała się do strzału. Uspokoiła oddech i skupiła się na celu. Strzeliła i tym razem trafiła w sam środek. Była w szoku i to bardzo dużym.
    - No nieźle...
    - Pozwolisz, że coś Ci teraz powiem. Jeszcze w naszej historii nie było nikogo, kto strzelałby tak jak Ty. Sam potrzebowałem całego dnia, żeby choć raz trafić, a Tobie udało się to za trzecim razem.
    - To, że trafiłam to przypadek. Daj jeszcze jedną strzałę.
    - Dobrze, ale teraz masz inny cel. Wezmę do ręki jabłko. Spróbuj trafić.
    - Ty chyba oszalałeś.
    - Może i tak. Sprawdźmy to.
    Starała się opanować drżenie rąk, ale udało jej się to dopiero po paru minutach. Przecież nawet jeśli w niego trafi to i tak nic mu się nie stanie.
    - To teraz się nie ruszaj.
    Po tych słowach oddała strzał. Zamknęła oczy, żeby nie widzieć efektu i dopiero jak usłyszała jego kroki otworzyła je niepewnie. Wyciągnął do niej rękę z przebitym jabłkiem. I tym razem nic do niej nie mówił tylko patrzył jej głęboko w oczy.
   
   
* * *

   
    - Przynieście ciało.
    Dwóch demonów weszło do dawnej zakrystii. Wyszli po paru minutach niosąc ciało. Położyli je na ołtarzu i zaczęli modły. Nie była wstanie się ruszyć. Rozpoznała osobę, którą tam położyli. Była to jej koleżanka ze szkoły. Znały się parę lat i zawsze zdumiewał ją jej styl bycia. Pełna energii i dobrego humoru, a teraz miała jej ciało przed sobą. Musiała jakoś zareagować nim będzie za późno. Wyciągała srebrną gwiazdę i rzuciła w najbliżej stojącego demona. Trafiła idealnie między oczy. Zawył przeraźliwie i upadł na ziemie, po czym zamienił się w popiół. Ten, który stał najbliżej niego chciał uciec, ale spotkał go ten sam los. Ci, którzy zostali rzucili się na nią. Sięgnęła po miecz czekając na ich atak. Przyjrzała im się i miała dziwne wrażenie, że poruszają się tak samo.
    - To co chłopcy. Zabawimy się?
    Nie odpowiedzieli tylko stopniowo przybliżali się do niej. Poruszali się tak samo i razem uderzyli, co utrudniło jej obronę. Odbiła atak raniąc jednego z nich. Pozostali chyba się zdenerwowali, bo uderzyli znacznie silniej i nie była wstanie się obronić. Ciosy były tak sine, że odrzuciło ją parę metrów. Wstała szybko, bo zbliżali się do niej. Wskoczyła na ławkę i odcięła głowę jednego z nich. Spojrzeli na kupkę prochu, która po nim została i rzucili się na nią z taką siła, że wypadł jej miecz. Jeden przygniótł ją swoim ciałem, a drugi poszedł po broń. W tym czasie szarpała się próbując wyciągnąć spod płaszcza coś ostrego. Utrudniał jej poruszanie jak tylko mógł, ale zrobił błąd. Wbiła mu nóż w brzuch i mocno pociągnęła do góry rozrywając ciało. Wygrzebała się spod niego zanim zdążył się rozłożyć. Ten, który został chciał ją zabić jej mieczem, ale nie był wstanie go utrzymać w rękach. Parzył go, ale usilnie próbował go upuścić. Przyglądała się ciekawie temu co robił, ale stwierdziła, że szkoda czasu na takie wygłupy. Chwyciła gwiazdę, tę która znalazła u zwiadowcy i rzuciła. Trafiła w klatkę piersiową, ale nie było żadnej reakcji ze strony demona. Spojrzał się na nią i zaczął śmiać.
    - Nie zabijesz mnie moją własną bronią.
    - Twoją może i nie, ale swoją na pewno.
    Rzuciła z całej siły nóż, a ten upadł wijąc się po podłodze. Podeszła do niego i sprawdziła, gdzie trafiła. O dziwo w ramię, ale nie przypomina sobie, żeby ktoś miał taką reakcję. Wyciągała je, ale on nadal żył. Dobiła go patrząc mu prosto w oczy.
   
   
* * *

   
    Stanął naprzeciw niej z dwoma mieczami.
    - Weź go i walcz.
    - Przecież ja go nawet nie uniosę.
    - Czyżby?
    Posłusznie wzięła go i zdziwiła się jego lekkością. Poczuła jak ktoś ją obserwuje. Zobaczyła w drzwiach tą samą osobę co w dniu przybycia, ale i tym razem nie widziała jego twarzy.
    - Kto to jest?
    - Mój dobry przyjaciel. Nie dziw się jego zachowaniem. Unika ludzi, a zwłaszcza dziewczyn. Chociaż z nami aniołami też nie utrzymuje zbytniego kontaktu.
    Nic nie mówiąc poprosił go, żeby do nich przyszedł. Trochę się wahał, ale podszedł omijając ją szerokim łukiem. Szeptali chwilę między sobą, co jakiś czas zerkając na nią, a gdy już skończyli Arsus podał mu swój miecz. Ten zdjął płaszcz i rzucił go na ziemię. Był szczupły i miał bardzo długie ciemne włosy, podobnego wzrostu do Arsusa, ale jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć.
    - Eryk chciałby sprawdzić Twoje umiejętności.
    - Oczekujesz ode mnie niemożliwego.
    - To się okaże...
    Odszedł od nich parę kroków. Stała zrezygnowana, ale Eryk nie tracąc czasu zaatakował. Próbowała się obronić, ale cios był zbyt silny. Upadła.
    - Nie należysz do zbyt delikatnych.
    Nic jej nie opowiedział. Podniosła się z ziemi trochę potłuczona, a jeśli tak dalej pójdzie będzie cała poobijana. Ledwo stała, a on zadał kolejny cios. Tym razem obroniła, więc zadawał następne stopniowo zwiększając tempo. Starała się nie gubić, ale potknęła się i upadła. Nie pozwolił jej wstać ciągle zadając ciosy, a ona turlała się po ziemi odpierając atak. Było jej bardzo ciężko i mimo, że próbowała wstać on nie dał jej takiej możliwości. Trochę zaczęła się już denerwować, wiec przyłożyła z całej siły. Odrzuciło go trochę i szybko wstała gotowa bronić się. Lekko skinął ręką na Arsusa, a ten stanął przy nim z mieczem.
    - To teraz lekkie utrudnienie. Jest nas dwóch, a Ty jedna.
    - Wy chyba oszaleliście.
    Padł pierwszy cios, a za nim następny i tak na zmianę. Nie miała już siły, ale oni wciąż atakowali. Trwało to parę godzin, aż w końcu nie wytrzymała i zemdlała.
   
   
* * *

   
    Podeszła do ołtarza. Dziewczyna jeszcze żyła, ale w jej ciele zaczynały powoli zachodzić zmiany. Nie mogła zebrać myśli. Nikt jej nie mówił co w takiej sytuacji robić. Ściągnęła ją stamtąd i zaczęła wzywać Arsusa.
    - Co się stało?
    - Możesz mi pomóc? To moja koleżanka...
    - To wcale nie ma znaczenia. Spójrz na nią. Ona jest już po tamtej stronie.
    - Ale ona nie może umrzeć. Słyszysz? Nie może...
    - Zostaw ją. Masz ważniejsze sprawy.
    - Jak możesz??
    Odwrócił się od niej. Jedyna osoba, której ufała odwróciła się od niej w takiej chwili. Odszedł od nich ku ołtarzowi. Wzięła do ręki swój nóż i przecięła swoją dłoń i tej dziewczyny. Ścisnęła je razem mocno. Odwrócił się do niej i rzucił na nią kiedy zobaczył co zrobiła.
    - Czy Ty wiesz co robisz? W ten sposób jej nie pomożesz, a możesz sobie zaszkodzić.
    - Skoro nie chcesz mi pomóc to skąd mogę wiedzieć jak mam ją uratować.
    Oderwał ich dłonie od siebie, ale ona zaczęła już tracić przytomność. Poczuł się bezradnie widząc dwa ciała przed sobą. Wrócił z nimi do swojego świata. Ledwo je niósł, ale na szczęście Eryk przyszedł mu pomóc.
    - Ratuj tą drugą, a ja się zajmę Salahan.
    - Co się w ogóle stało?
    - Złapała demony podczas obrzędu, a ta to ich ofiara.
    - Będzie ciężko ją uratować.
    Nigdy go nie pytał jak mu się udało przejść na ich stronę. W końcu on sam był kiedyś demonem. Mimo, że nie mówił nic o sobie był dobrym przyjacielem. Położył Salahan na jej łóżku. Przykląkł przy niej trzymając jej dłoń głaszcząc delikatnie po głowie. Spała tak spokojnie. Znużony siedzeniem przy łóżku położył się u jej nóg czuwając aż się obudzi.
   
   
* * *

   
    Walka szła jej znakomicie w porównaniu do nauki. Nigdy jej nie lubiła i traktowała jak przykry obowiązek. Rozróżniała dwie główne grupy demonów podzielone na triotonów i dementrionów. Z wyglądu podobni, ale różnica między nimi była znacząca. Triotoni zabijali ludzi i żywili się ich ciałami. Nie byli zbyt inteligentni, ale bardzo szybcy i zwinni. Atakowani grupą tak samo jak dementrioni tylko, że tamci nie zabijali ciał, a duszę ludzką. Zmieniali ich w swoich zwiadowców lub kolejne demony. Zwiadowcami mogły być nawet dzieci. Znacznie łatwiej było je zdobyć niż dorosłego. Ich celem było znajdywanie aniołów i przekazywanie informacji demonom. Każdy zwiadowca wyglądał normalnie, a od człowieka różniło go tylko parę cech. Przede wszystkim byli silniejsi i dobrze widzieli w ciemnościach. Demony z wyglądu były znacznie inne. Miały wampirze kły, mocne skrzydła często zakończone pazurami, dobrze rozwinięte mięsnie, a ich ręce były zakończone jadowitymi pazurami. Ich twarze nie przypominały ludzkich. Demonice miały nieskazitelną urodę. Delikatne rysy twarzy, skórę czystą i białą, bez żadnej skazy, a ciało pięknie ukształtowane. Tylko jedna rzecz łączyła ich z aniołami. Zdolność do chowanie skrzydeł, choć nie każdy z aniołów mógł się nimi pochwalić. Pod ubraniem były niewidoczne, ale na gołym ciele widać było delikatny zarys wypukłości. Eryk mógł się nimi pochwalić by był kiedyś demonem, ale posiadał je też Arsus w nagrodę za swoją służbę Panu. Od lat szkolił aniołów, ale żadnemu z nich nie udało się przeżyć walki z mistrzem demonów. Żaden z nich nie okazał się wybrańcem. Teraz kiedy stworzyli nową armię Salahan miała stanąć na ich czele. Nie mówił jej o tym nie chcąc jej wystraszyć. Obserwował ją za życia, śledził każdy jej krok, ale kiedy pojawił się w jej życiu ten chłopak poczuł się zazdrosny, dlatego podesłał mu jedną z demonic, żeby go uwiodła. Postarał się o każdy szczegół i dopiero po jej zabiciu mógł ją wziąć do siebie. Ona okazała się wybrańcem, dlatego nie mógł z tym dłużej zwlekać. Dla dobra kraju, ale i dla siebie. Na samym początku nie podobała mu się jego misja, ale z czasem coś w nim pękło.
   
   

Ojciec


   
    Kiedy się obudził zobaczył jak przy nim siedzi. Nie przypominał sobie, żeby okrywał się kocem, więc ona musiała to zrobić.
    - Chyba trochę przysnąłem. Powinienem Cię pilnować. Przepraszam.
    - Nie przejmuj się. Już mi trochę lepiej.
    Widać było nadal zmęczenie i to jak bardzo się martwi. Nie chciała go o nic pytać bojąc się odpowiedzi.
    - Nie zostawiłem jej tam. Eryk się nią teraz opiekuje i wierz mi, wie co robi. Sam był kiedyś jednym z demonów, ale sprzeciwił się mając dość wyzysku ludzi. Przyszedł do mnie. Myślałem, że chce mnie zabić, ale on ukląkł przede mną i poprosił o przebaczenie. Wziąłem go tutaj. Stał się dobrym kompanem i przyjacielem. Nie raz sobie pomagaliśmy. Sam sobie narzucił pokutę milczenia, dlatego nie jest rozmowny. Mimo że od tamtego dnia minęło już parę lat on dalej się przede mną nie otworzył.
    - Mógłbyś mi powiedzieć coś więcej o swoim życiu?
    Siadł bliżej niej. Wziął niepewnie jej dłoń. Nie wiedział jak zareaguje na jego słowa.
    - Powinienem to już dawno zrobić. Za życia lubiłem sobie poszaleć. Pod wpływem narkotyków zabiłem jakiegoś mężczyznę. Nie pamiętam co się później stało, ale znalazłem się tutaj. Nie było przy mnie nikogo. Siedziałem sam w pustym i zamkniętym pokoju, a na ścianach było pełno fotografii, na których byłem ja i tamten mężczyzna. Zrywałem je, ale jak tylko się obudziłem były znowu. Nie wiem jak długo to trwało, ale przyzwyczaiłem się do nich. Zacząłem je oglądać i analizować. Dopiero wtedy żałowałem tego co robiłem. Któregoś dnia po obudzeniu już nie było tych zdjęć... Było tylko jedno i to na całą ścianę, a na nim dziewczynka. Nie rozumiałem co się dzieje i wtedy ktoś do mnie przyszedł. To był ten sam mężczyzna, którego jak mi się wydawało zabiłem. Rzuciłem się mu do nóg i błagałem o przebaczenie. Nic nie mówił tylko siadł obok mnie. Uspokoiłem się i spojrzałem tam gdzie prowadził jego wzrok.
   
   
* * *

   
    - Spójrz na to zdjęcie uważnie. Jesteś tu, aby wypełnić swoją misję. Dopiero wtedy otrzymasz ode mnie przebaczenie. Jesteśmy w miejscu niedostępnym dla ludzi. Nie dojdziesz tu żądną drogą. Możemy się teleportować, ale magia nie jest nam znana. Walczymy przeciw demonom. Można je zabić jedynie srebrnym mieczem, ale nie jest taki zwykły. Wchłaniając ich krew staje się coraz silniejszy. Kiedy już osiągnie najwyższy poziom wystarczy mała rana, a one zginą. Posiadamy także mniejszą i lżejsza broń jak noże i gwiazdy. Tylko niektórzy potrafią się posługiwać łukiem. Zatrute strzały powodują szybsze rozkładanie się ciała.
    - A co z tym zdjęciem? Kto to jest?
    - Idziemy niedługo na wojnę przeciw panu demonów, a ona jest nam potrzebna. Jeśli my zawiedziemy tylko ona poprowadzi do zwycięstwa. Kiedy dorośnie zabierzesz ją tutaj i nauczysz wszystkiego.
    - Dlaczego ona?
    - Płynie w niej niezwykła krew... To moja córka.
   
   
* * *

   
    Siedziała patrząc na niego z niedowierzaniem. Nie była wstanie nic powiedzieć.
    - Wiem, że ciężko jest Ci to zrozumieć. On naprawdę był Twoim ojcem. Kiedy miałaś koło siedmiu lat zaczęła się wojna przeciw demonom. Wszyscy poszli tylko ja zostałem. Było ich za mało, więc nie dali rady. Praktycznie nic wtedy nie umiałem, ale zostawił mi księgę i wskazówki co mam robić.
    Nie mówiła mu nic ciężko przełykając łzy. Było jeszcze wiele spraw, które miał jej powiedzieć. Musiał z tym jeszcze zaczekać.
    - Przejąłem jego miejsce, a Ty będziesz stać ponad nami wszystkimi.
   
   

Przebudzenie


   
    Minęło już parę dni odkąd Eryk opiekował się dziewczyną. Arsus starał się nie wchodzić mu w drogę. Nie był pewien co do niej. Miał tylko nadzieję, że nie będzie sprawiać kłopotów. Wszedł na chwilę do pokoju Salahan. Spała w pozycji embrionalnej kurczowo tuląc się do poduszki. Wieść o ojcu nie ucieszyła jej. Wolał nie myśleć co będzie jak powie jej co zrobił, żeby się tu znalazła.
    - Salahan... Obudź się.
    Nie było żadnej reakcji z jej strony, więc wyszedł. Kolejna zaatakowana przez demony jednostka. Niestety nie wiedział ile ich tam jest, ale w tej sytuacji nie mógł dłużej zwlekać. Musiał iść tam, gdzie ona miała być. Nie było żadnych zmian i to go martwiło.
   
   
* * *

   
    Jednostka taka jak wszystkie tylko, że ta stała płomieniach i słychać było jęki mordowanych. Wszedł do jakiegoś budynku i nagle stało się cicho. Otoczyła go grupa dwudziestu demonów, a wśród nich ktoś, kogo się nie spodziewał.
    - Mathelin? Co Ty tu?
    Nie odpowiedział bojąc się spojrzeć na niego. Jeden z demonów mu odpowiedział.
    - Twój przyjaciel Cię zdradził. Co prawda miała tu przyjść ta dziewczyna i to dla niej szykowaliśmy to co teraz Cię spotka.
    Każdy z demonów wyciągnął przed siebie ręce tworząc w ten sposób ogniste kule. Złączone ze sobą stworzyły ognistą poręcz. Nie mając chwili zastanowienia postanowił wybrać najprostszą drogę ucieczki. Wziął rozbieg i przeskoczył przez niego lekko przypalając sobie buty i płaszcz. Zwinnie rzucił dwie gwiazdy eliminując dwóch demonów, ale oni nie zginęli. Wyciągnęli je z siebie i rozdwoili się. To nie wróżyło dobrze. Jeśli za każdym razem będą się tak mnożyć nie będzie miał szans na przeżycie. Musiał, więc zabić ich w inny sposób. Prowokował ich, żeby podpalali wszystko i biegał między nimi. Oni chcąc go podpalić spalali siebie nawzajem. Kiedy już został z nich tylko popiół poszedł szukać zdrajcy. Przygarnął go kiedyś. Znalazł samego na ulicy jak był dzieckiem i zaprowadził do domu dziecka. Obiecał mu, że jak dorośnie i będzie już dużym, silnym chłopcem zabierze go do siebie. Zgodnie z tą obietnicą przyszedł po niego parę lat później. Miał krótkie i czarne jak heban włosy, ciemne oczy, ale skórę miał jasną i delikatną. Nie był zbyt wysoki i ciągle się czegoś bał. Wyglądało to tak jakby zamknął się w sobie. Myślał, że coś z niego będzie, ale się pomylił.
    Zobaczył go oddalającego się w stronę lasu. Pobiegł szybko za nim.
    - Stój! Jakim prawem nas zdradziłeś?
    Mathelin się nawet nie zatrzymał. Szedł dalej nie odzywając się. Arsus szarpnął go za ramię, a kiedy się odwrócił zobaczył, że jego twarz się zmieniła. Wiedział już, że poddał się woli demonów, że sprowadzili go na swoją stronę. Nie pozostało mu nic innego jak go zabić, ale ten nawet nie zareagował na widok miecza. Dopiero kiedy był już blisko jego ciała zablokował jego atak. Zaczęli walczyć, ale byli tak samo sprytni i silni. Ich złość za siebie wzrastała i żaden z nich nie chciał odpuścić. Jednak Mathelin miał mniej doświadczenia i zastał raniony w prawe ramię. Płynęła z niej żółć i krew uniemożliwiając mu w ten sposób poruszanie. Bez zastanowienia wziął miecz do drugiej ręki, ale ta była za słaba, żeby wygrać z Arsusem.
    - Dobij mnie i kończmy ten cyrk.
    - Za to, że nas zdradziłeś nie mam innego wyjścia.
    Przeszył go na wylot patrząc jak kona. Kiedy on już leżał bezwładnie wyciągnął miecz i jakaś dziwna siła go odrzuciła.
   
   
* * *

   
    Salahan obudziła się cała mokra. Miała zły sen. Śnił jej się Arsus, więc zaczęła go szukać, ale bez skutku. Nie miała wyboru i musiała iść do Eryka. Weszła do sali i zobaczyła go jak klęczał przy ołtarzu, na którym leżała jej koleżanka. Była przykryta białym płótnem, a wokół niej rozłożył kwiaty. Podeszła do niego.
    - Eryku... Wiem, że nie powinnam, ale nie wiem gdzie jest Arsus...
    - Jest tam, gdzie Ty powinnaś. Któraś z jednostek na północy.
    Widziała ją we śnie, więc pobiegła szybko po broń i płaszcz.
   
   
* * *

   
    Leżał nieprzytomny wśród mchu i gałęzi. Płomienie się wciąż rozprzestrzeniały. Niebezpiecznie zbliżały się do niego, ale na szczęście ona już tam była. Rozglądała się za nim, a gdy zobaczyła jego miecz wiedziała, gdzie szukać. Był cały oblepiony żywicą i liśćmi. Próbowała go obudzić, ale nie reagował.
   
   
* * *

   
    Resztką sił dowlekła go do pokoju. Wrzuciła na łóżko i położyła jego miecz przy nim. Wybiegła do Eryka i kiedy mu o wszystkim opowiedziała kazał jej zostać z dziewczyną, a on postara się mu jakoś pomóc. Siadła przy ołtarzu patrząc się na nią.
    - Obudź się, bo już nie wytrzymuje z tymi facetami...
    Miała wrażenie, że jej dłoń lekko drgnęła, ale pewnie się jej przewidziało. Podeszła do niej i pogładziła po włosach. Ognisto rude zawsze przyciągały chłopaków, a swoim zachowaniem ich onieśmielała. Ona nigdy tak nie miała. Była zbyt nieśmiała w porównaniu do niej.
    - Nie leń się tak. Wstawaj i idziemy na piwo.
    Zaskoczyło ją kiedy ta otworzyła oczy. Chciała biec po Eryka, ale nie mogła zostawić jej samej. Zachowywała się jakby była trochę pijana.
    - Dobrrrrra. Konies impresyy. Czas zmienić lokal...
    Salahan zaczęła się śmiać. Wszystko było z nią w porządku. W wielu sprawach była od niej lepsza, a w piciu przede wszystkim. Próbowała zejść z ołtarza, ale w takim stanie ledwo się trzymała.
    - Ktoś cosik mówił o piwie?
    Spojrzała na Salahan, ale zdawała się jej nie poznawać. Ta zdjęła swoją gumkę z włosów i założyła jej. Wtedy zobaczyła na jej szyi siniaki. Były ledwo widoczne, więc musiały być sprzed przyjścia tutaj. Miała tylko nadzieję, że nie zrobili jej krzywdy.
    - Czas ucieka, wóda czeka. Gdzie tu jest wyjście?
    - Stąd nie ma wyjścia.
    W tym momencie do sali wszedł Eryk, a za nim ostatkiem sił wlókł się Arsus. Nie miała ochoty na rozmowę z nim, dlatego zwróciła się do Eryka.
    - Przypadkiem udało mi się ją obudzić. Jest jeszcze trochę nieprzytomna i gada od rzeczy.
    Ten nawet do nich nie podszedł. Unikał ich spojrzeń jak tylko się dało. Ściągnęła dziewczynę z ołtarza i zaprowadziła do swojego pokoju.
   
   

Pamięć


   
    Siedziała przy niej trzymając jej rzeczy na przebranie. Zupełnie tak jak było z jej przybyciem. Arsus już do niej nie przychodził odkąd w jej łóżku leżała ona. Unikała go jak tylko się dało. Nawet w ten sposób było jej wygodniej. Wiedziała, że ją obserwuje podczas treningów, ale jakoś się tym nie przejmowała. Teraz czekała niecierpliwie aż stąd wyjdzie. Chciała iść gdziekolwiek byle na zewnątrz. W takich chwilach myślała o matce. Dawno jej nie widziała i martwiła się o nią. Jej zdrowie nie było w zbyt dobrym stanie, a teraz została sama. Ciężko było jej o tym myśleć szczególnie, że musiała zerwać kontakt z tamtym życiem. Zaczęła cichutko łkać kiedy dziewczyna się obudziła.
    - Witaj. Mam dla Ciebie rzeczy. Jak się ubierzesz opowiem Ci wszystko co się dzieje.
    Nie czekając na odpowiedź wyszła z pokoju. Było jej ciężko pozbierać myśli. Eryk twierdzi, że to chwilowy zanik pamięci i musi jej wszystko przypomnieć. Nawet nie wiedziała od czego ma zacząć. Już zabijanie demonów wydało jej się łatwiejsze, ale co zrobić...
   
   
* * *

   
    - Powiedziałem Salahan o jej ojcu. Aż boję się pomyśleć co będzie jak dowie się wszystkiego.
    - Daj jej trochę czasu.
    - Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Już nie wiem co mam zrobić, żeby ją znaleźć. Zupełnie jakby wiedziała, gdzie idę i chowa się przede mną. Przez tą dziewczynę nie mogę wejść do jej pokoju, bo będzie, że ją nachodzę. Pomóż mi. Wiem, że masz swoje powody, żeby mi odmówić, ale musisz chociaż na chwilę odciągnąć ją od niej.
   
   
* * *

   
    - Jestem Ci winna parę wyjaśnień.
    Widziała jej zakłopotanie. Jej też musiało być ciężko.
    - Ja Cię skądś pamiętam, ale nie jestem wstanie sobie przypomnieć. Praktycznie nic nie pamiętam.
    - Znalazłam Cię parę dni temu. Wiesz w ogóle co się z Tobą działo?
    Siedziała cicho próbując coś znaleźć w pamięci. Trochę to trwało zanim się odezwała.
    - Jedyne co pamiętam to jak paru chłopaków się do mnie przysiadło. Trochę wypiliśmy, no i wiadomo... Film mi się urwał i nic więcej nie pamiętam. No może jeszcze jedno, ale nie wiem czy to ważne.
    - Powiedz to się okaże.
    - Jeden z nich w pewnym upuścił coś, co wyglądało jak jakaś gwiazda.
    Salahan już wszystko wiedziała. Zwiadowcy...
    - Chcieli Cię wykorzystać do swoich celów. Ciesz się, że przeżyłaś. Widziałam ciała tych, którym się nie udało.
    - A kim Ty jesteś?
    - Kimś kto musi zabijać demony, a żeby się tu dostać trzeba umrzeć i zostać wybranym do tej misji.
    - To ja nie żyję?! Przecież młoda jestem i jeszcze tyle przede mną.
    - Ciebie przysłał tu los, a mnie musieli zabić. Sama nie wiem co mam o tym myśleć.
    Patrzyła na nią w osłupieniu. Jakoś nie mogła pojąć tego wszystkiego. Jeszcze długa drogą przed nią, żeby się z tym oswoić.
    - Jakim prawem to robią?
    - Wszystko po to, żeby uwolnić ludzi. Zabijając demony wzrasta szansa, że uratujemy kogoś z naszych bliskich.
    Powoli zaczynała rozumieć. Przyglądała się jej i zauważyła, że ona też ma taki medalion.
    - Co to za medalion? Jest beznadziejny. Zrobiłabym lepszy...
    - Dobrze o tym wiem, ale to już zostało zrobione bardzo dawno temu. Każdy z nich czekał na nasze przybycie. Tu na odwrocie jest Twoje nowe imię.
    - Arkadia... Całkiem fajne.
    - Ja mam na imię Salahan. Będę od tej pory Twoją nauczycielką. Masz niezwykły wygląd i bardzo się nam przydasz.
    Uśmiechnęła się do niej najładniej jak potrafiła i dumnie zarzuciła włosy robiąc przy tym głupie miny. Salahan już dawno się nie śmiała, ale dzięki niej mogła teraz robić to znacznie częściej.
    - A ten Eryk to co on takiego robi?
    - Nie jesteś tu, żeby porywać chłopaków, ale w przerwach między zajęciami może będziesz miała na to czas.
    - Jakimi zajęciami??
    - Chodź ze mną to Ci pokaże.
   
   
* * *

   
    - Dobra. Wychodzą z pokoju. Idziemy.
    - To nie jest dobry pomysł Arsusie.
    - Musze z nią pogadać. To jest naprawdę ważne.
    - Idą do sali. Pewnie będzie pokazywać jej sprzęt. To nie jest odpowiednia chwila.
    - Właśnie, że bardzo dobry. Ja wezmę Salahan, a Ty w tym czasie zajmiesz się tamtą.
    Spojrzał na niego błagającym wzrokiem. Wiedział, że jak się uprze to nie da rady się mu sprzeciwić. Musiał iść za nim. Cóż... Jakoś to przeżyje. Może akurat nie będzie tak źle.
   
   
* * *

   
    Weszły do sali i Arkadia trochę się krzywiła na widok broni. Chciała się po cichu wymknąć kiedy ich zauważyła. Trypła łokciem Salahan, która właśnie grzebała w pudle szukając odpowiedniej broni dla niej. Prawie tam wpadła, bo uderzyła ją zbyt mocno i ledwo utrzymała równowagę.
    - Co chcesz?
    - Spójrz kto przyszedł.
    Odwróciła się i zobaczyła ich. Nic nie mówiąc podeszła do Arsusa i chwyciła go za koszulę.
    - Idziemy.
    Nie stawiał oporu, ale zostawił biednego Eryka sam na sam z Arkadią.
   
   

Zauroczenie


   
    Został z nią sam. Bał się do niej podejść, a co dopiero odezwać. Starał się jej za bardzo nie przyglądać. Miał wystarczająco dużo czasu kiedy ją uzdrawiał. Zaczął nerwowo grzebać w pudle i znalazł dla niej odpowiedni miecz. Nie patrząc w jej stronę podał jej. Wzięła go specjalnie tak, żeby ich ręce się spotkały. Zauważyła jak się rumieni.
    - Czy Ty się mnie boisz?
    Nie odzywał się. Poszedł po swój miecz, żeby zacząć ćwiczenia, a ona bacznie mu się przyglądała. Kiedy wrócił stanął naprzeciw niej z lekką obawą.
    - Wiesz jak się bronić?
    - Trochę widziałam w telewizji na filmach... Może zdejmę bluzę, żeby nie krępowała mi ruchów?
    Spojrzał na nią z przerażeniem. Ciężko przełknął śliną i niepewnie jąkając się powiedział, że nie musi.
    - No to zdejmę.
    Zaczerwienił się ponownie i odwrócił się plecami nie chcąc się przyglądać.
    - Możesz się już odwrócić.
    Na szczęście miała na sobie koszulkę. Nie wie co by zrobił gdyby jej nie miała. Prawdopodobnie wyszedłby i unikał jej cały czas. Mogli już zacząć walczyć. Problem w tym, że nie potrafił się obchodzić z dziewczynami. Był tym tak zdenerwowany, że mylił kroki i często się potykał.
   
   
* * *

   
    - Czemu ciągle łazisz za mną? Mało Ci po ostatnim razie?
    - Zrozum. To nie wszystko.
    - A może nie chcę wiedzieć więcej?
    Odepchnęła go z całej siły, ale dogoniła ją i zastawił drogę.
    - Twoja matka...
    - Czego Ty od niej chcesz?? Zostaw ją w spokoju.
    - Twoja matka wie, że tu jesteś. Byłem u niej.
    - Co??
    - Twój ojciec ją uprzedził o tym co się stanie. Ona o wszystkim wiedziała, ale nie mogła Ci powiedzieć. Opiekuje się nią moja siostra Elana.
    - To ja się powinnam nią zająć. Nich spróbuje ją tylko tknąć...
    - Salahan uspokój się.
    - O nie. Mam dość. Przez głupi kaprys mojego ojca nie żyję, nie mogę opiekować się matką. Może jest coś o czym jeszcze nie wiem?
    - Tak. Musimy się pobrać.
   
   
* * *

   
    Znowu za mocno przyłożył i wylądowała na ziemi.
    - Przepraszam...
    Ledwo wstała. Otrzepała się i popatrzyła mu prosto w oczy. Był w nich strach i smutek. Nie chciał jej ranić, ale nie potrafił inaczej. Nie panował nad sobą. Działo się z nim coś czego nigdy nie czuł.
    - Możemy dalej?
    - Nie. Już wystarczająco Cię poobijałem.
    Wyszedł szybkim krokiem nie oglądając się za siebie. Zostawił ją samą. Siadła zrezygnowana na ziemi i czekała na Salahan. Coś długo nie wracała.
   
   
* * *

   
    - Kolejny pomysł troskliwego tatusia?
    - Co w tym złego, że zadbał o Twoją przyszłość?
    - To, że nie żyję, to, że pozbawił mnie wszystkiego co miałam, to, że nikt się nie pytał jak ja chcę żyć i co osiągnąć.
    - Byłem u Twojej matki spytać czy się zgodzi na to, żebyśmy się pobrali.
    - No to nieźle. Wszyscy wokół mnie spiskują i dowiaduje się o wszystkim na samym końcu.
    - Mam dla Ciebie list od niej. Prosiła, żebym Ci go dał jak przyjdzie czas.
    - Czas na co?
    - Wiemy, gdzie ukrywa się pan demonów. Szykuje się wojna. Ty nas poprowadzisz.
   
   
* * *

   
    Weszła wściekła do sali ledwo panując nad nerwami.
    - Nieudana randka?
    - Bardzo śmieszne.
    - Zgodziłaś się?
    - Na co?
    - No Eryk mówił, że Arsus i Ty...
    Wyszła jeszcze bardziej zła. Miała dość, że wszyscy planują jej życie i nawet jej najlepsza koleżanka jest w to zamieszana. Złość ją roznosiła. Wybrała się do kolejnej jednostki, żeby się jakoś wyładować. Arkadia podniosła się z ziemi i poszła się przejść. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Przechodząc obok pokoju Arsusa usłyszała jego rozmowę z Erykiem.
    - Salahan jest jeszcze bardziej na mnie wściekła. A jak Ci poszło z dziewczyną jak jej tam...
    - Arkadia.
    - No właśnie. Wyglądasz na trochę rozkojarzonego.
    Milczał. Nie wiedział co ma powiedzieć. Nie potrafił wyrazić tego co czuje.
    - Kiedy tak leżała na ołtarzu przyglądałem się jej uważnie. Jest niezwykła, ale kompletnie nie zna się na walce.
    - Typowa baba. Nie martw się. To normalne.
    Odeszła jak najciszej od drzwi. Z tą bronią miał rację. Naszła ją ochota na długą kąpiel i odrobinę snu. Zastanawiała się gdzie poszła Salahan. W pokoju jej nie było.
   
   

Gniew


   
    Jednostka w samym centrum jakiegoś pustkowia. Było tam za cicho, dlatego poruszała się bez szelestu. Przechodziła się pustymi i ciemnymi korytarzami. Zupełnie nagle usłyszała muzykę i śpiewy. Ciemność rozjaśniły płomienie. Wybiegła szybko na plac po drugiej stronie budynku, a to co tam zobaczyła było straszne. Wszędzie było pełno pali, na których byli powbijani żołnierze. Po wyrazie ich twarzy wiedziała, że umierali w strasznych mękach. Pomiędzy nimi rozpalono wielkie ognisko wokół, którego tańczyła ponad setka demonów. Jeszcze nigdy nie widziała ich w takiej ilości. Ruszyła w ich stronę. Wyciągła miecz i rzuciła się między nich.
   
   
* * *

   
    Odprężona kąpielą miała się już położyć, kiedy zobaczyła ich w pokoju.
    - Nie wiesz, gdzie jest Salahan?
    - Skąd mam to wiedzieć? Nieźle ją wkurzyłeś, więc pewnie poszła się wyładować.
    W tym momencie do pokoju wpadł jeden z ich posłańców.
    - Słuchajcie. Jest problem. Liczna grupa demonów zaatakowała jednostkę, ale co najdziwniejsze nie wiemy co się tam dzieje. System siadł i nie możemy się tam teleportować. Salahan jest tam.
    Bez słowa pobiegli tam, gdzie nie miał wstępu nikt oprócz nich. Arkadia skorzystała z zamieszania i weszła tam. Była to wielka sala pełna komputerów, a na jej końcu był wielki ekran z jakimiś dziwnymi kropkami. Było tam imię Salahan i jakieś wykresy. W samym środku poruszających się białych kropek była jedna czerwona. Pomyślała, że to ona, a te białe to demony. Tylko, że było ich strasznie dużo. Zauważył ją Eryk.
    - Nie wolno Ci tu być.
    - Ale jestem i proszę o wyjaśnienia.
    Podeszli do jednego z komputerów.
    - Każdemu z nas wszystkich jest przydzielony jeden komputer. Ten obok ma wszystkie informacje na Twój temat. Tu po lewej stronie na dole jest siła, a tu wytrzymałość.
    - Ile ich jest? Z iloma walczy?
    - Było koło setki, ale ciągle spada. Nie jesteśmy wstanie tego określić.
    Stali tak w ciszy przyglądając się tym kropkom. Nie wylądowało to najlepiej, ale stało się coś zupełnie niespodziewanego. Wszystkie komputery się wyłączyły.
    - Włączcie je!! Szybko!
    Arkadia nie wiedziała skąd ten pośpiech. Przecież to normalne, że przegrzane komputery mogą odmówić posłuszeństwa. Arsus jej to wytłumaczył.
    - Jeśli komputer będzie wyłączony przez ponad 10 minut umrzemy. Cały ten system jest odpowiedzialny za nasze drugie życie.
    Na szczęście wszystkie się włączyli. Przez tą chwilę siła Salahan bardzo wzrosła. Było to dziwne, bo jeszcze nikt nie osiągnął takiego poziomu. Wszyscy zebrali się przy głównym ekranie.
    - Jest tak jak mówił jej ojciec...
    Białe kropki ginęły jedna za drugą. Kiedy zostało ich już naprawdę mało czerwona kropka wybuchła.
    - Co to ma znaczyć?
    Zobaczyli jak wszystko w pobliżu ginie. Zupełnie jakby zmiotła ich potężna siła. Dane o jej stanie znikły wraz z tym co się stało. Stali oniemiali nie potrafiąc sobie wytłumaczyć co się z nią stało. Minęło parę minut, ale nadal nic się nie pokazywało.
    - Gdzie ona jest?!
    Nikt nie potrafił odpowiedzieć. Arsus był na granicy załamania. Siadł przy swoim komputerze i nie reagował. Mieli już iść, ale pojawiła się mała pulsująca kropka. Jej siła wzrastała osiągając najwyższą możliwą wartość. Ktoś krzyknął, że można się już teleportować i kiedy Arsus chciał to zrobić Eryk go zatrzymał.
    - Zostaw ją. Musi dojść do siebie.
    Wyszli stamtąd. Arkadia krok w krok podążała za nimi.
    - Może mi ktoś wytłumaczyć co się dzieje?
    Arsus nawet nie zwolnił. Eryk tym razem go nie zatrzymał.
    - To jest szok dla nas wszystkich. Nikt się nie spodziewał, że dojdzie do takiego stanu. Musiała być bardzo zdenerwowana skoro zdecydowała się działać mimo takiego zagrożenia.
    Znów się zarumienił kiedy tak przyglądała się mu w milczeniu. Chciał iść do swojego pokoju, ale szła cały czas za nim. Poszedł do Arsusa, bo może wtedy da mu spokój.
    - Może lepiej chodźmy do mnie? Jak Salahan wróci to z nią pogadamy.
    Arsus położył się na łóżku i nawet nie drgnął, a Eryk nerwowo przeglądał jakieś książki. Miło, że wykazali zainteresowanie losem Salahan. Idąc do pokoju zastanawiała się co będzie jak już do nich wróci. W końcu to co zrobiła było szokujące, ale i fascynujące. Czekała na nią siedząc na łóżku. Mijała godzina za godziną zlewając się ze sobą. Im dłużej czekała tym czekała tym bardziej jej się nudziło. Zasypiała na siedząco, ale obudziło ją nagłe otwarcie drzwi.
   
   
* * *

   
    - Ja już nie wiem co mam zrobić. Chyba musze się wycofać. Salahan poradzi sobie znacznie lepiej beze mnie.
    - Gdyby nie Ty nie była by taka.
    - Raczej gdyby nie jej ojciec. Muszę pokazać jej księgę jak wróci. No i jeśli będzie chciała ze mną rozmawiać.
   
   
* * *

   
    Widok był przerażający. Była cała zakrwawiona i lepka od brudu. Wyglądała jak upiór. Patrzała na nią gniewnie nic nie mówiąc. Rzuciła miecz na łóżko i zdarła z siebie pozostałości płaszcza. Na jej plecach były ślady pozostawione przez szpony demonów, a brzuch pogryziony z widocznymi znakami kłów. Bardzo cierpiała, ale gniew zdawał się być silniejszy. Arkadia skryła się w kącie łóżka tuląc się do poduszki. W oczach Salahan było coś dziwnego. Resztką sił doszła do łazienki. Zachwiała się i upadła. Wbijając palce w brzuch wydała cichy jęk. Kidy ustał podniosła się i zatrzasnęła za sobą drzwi. Arkadia szybko pobiegła do chłopaków. Otwierając drzwi do pokoju Arsusa z całej siły przyłożyła nimi Erykowi.
    - Przepraszam... Słuchajcie. Salahan wróciła!
    Arsus szybko wstał z łóżka i pobiegł do ich pokoju. Arkadia schyliła się by sprawdzić co z Erykiem. Leżał nieruchomo na podłodze trzymając się za nos.
    - Prawie mi go złamałaś.
    - Przepraszam, ale to z radości, że Salahan już wróciła. Skąd mogłam wiedzieć, że akurat będziesz chciał wyjść.
    - Mogłaś najpierw zapukać.
    Kiedy się do niego zbliżyła, żeby pomóc mu się podnieść szybko wstał mówiąc, że już mu przeszło i omijając ją jak tylko się dało wyszedł z pokoju.
   
   

Demonica II


   
    Kiedy Arkadia wyszła z pokoju Salahan szybko zamknęła za nią drzwi. Siadła przed lustrem oglądając rany. Nie wyglądało to dobrze. Jeszcze nigdy się tak nie czuła, ale było jej z tym wspaniale. Musiała się teraz zająć kolejną demonicą. Jednak najpierw musi porozmawiać z przyjaciółmi. Wiedziała, że czekają pod drzwiami, więc włożyła coś na siebie i zaprosiła ich do środka.
    - Jest parę spraw, które musimy omówić. Eryku. Podaj mi namiary na następną demonicę, Arkadio pójdziesz tam ze mną. Będziesz moją słodką przynętą. Wszystko opowiem Ci w swoim czasie. Arsusie mam do Ciebie prośbę. Potrzebna nam nowa bron i chcę, żebyś ja wykonał.
    Patrzyli na nią w osłupieniu. Chłopcy ukłonili się i wyszli, a Arkadia siadła na łóżku. Siadła obok i przytuliła się do niej.
    - Jak dobrze być w domu. Muszę zabić jedną demonicę, ale pewnie w okolicy znajdzie się jeszcze parę. Wykorzystam Twoją urodę. Zwabisz ich do mnie, a ja zajmę się resztą. Będę Cię pilnować, żeby nic Ci nie zrobili. Przyszykuj się, a ja w tym czasie pójdę do Arsusa.
   
   
* * *

   
    Kiedy została sama wyjęła list spod poduszki. Nadal go nie otwarła, a teraz jest odpowiednia chwila.
   
    ,, ... to co powiedział Twój ojciec było dla mnie szokiem. Myślałam, że go znam, a tu okazało się, że prowadził podwójne życie. Nie powiedziałam mu o ciąży i wyrzuciłam go z domu. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że tamta wplątała go w kłopoty i zginął w wypadku. Po miesiącu przyszedł do mnie i myślałam, że tracę rozum. Wytłumaczył mi wszystko i przeprosił za wszystko co źle zrobił. Powiedział też, że weźmie Cię do siebie kiedy już dorośniesz. Co parę tygodni dostawałam listy i w nich opisywał mi swoją misję. To było straszne żyć wiedząc o tym, że twoje jedyne dziecko zginie. Teraz, kiedy Cię już nie ma przy mnie jest mi bardzo ciężko. Twój przyjaciel przyszedł do mnie z jakąś dziewczyną. Znałam go wcześniej. Przychodził kiedy byłaś w szkole. Pytał czy zgodzę się, żebyście byli razem. Nie odpowiedziałam, bo wolę, żebyś sama zdecydowała. Już zbyt wiele zostało postanowione bez Twojej wiedzy... ''
   
    Arsus nie wydawał się być dla niej odpowiednią partią. Jakoś nie chciała o tym myśleć. Zbyt wiele miała teraz na głowie. Czekał na nią w pokoju.
    - Zdarza mi się, że miecz to zbyt mało. Zrób mi srebrne pazurki w sensie takie nakładki na palce zakończone szponami. Jak zostaje bez broni przydałoby się coś podręcznego. Wtedy jest zbyt mało czasu na grzebanie po kieszeniach szukając czegoś ostrego...
    - To na jutro zrobię Ci projekty. Wybierzesz sobie coś i będę robić. Ile sztuk chcesz?
    - Dla naszej czwórki. Jeden zestaw dla każdego, ale najpierw trzeba będzie przetestować. To teraz idę do Eryka.
    Wyszła z pokoju, a Arsus od razu wziął się do roboty. Jeśli chodzi o wykonanie broni był w tym niezastąpiony. Jego pokój zawsze był pełen papierów, szkiców i książek, a on często siedział godzinami przy biurku rysując.
   
   
* * *

   
    - Eryku... Znalazłeś coś?
    - Jest jedna jednostka nad morzem. O tej porze roku jest tam pięknie.
    - To może chcesz iść z nami?
    Zarumienił się podając jej kartkę ze współrzędnymi dziękując za propozycję. Dobrze wiedziała, że nie pójdzie, ale z grzeczności wypadało zapytać.
    - Szkoda. Arkadia by się ucieszyła.
    Pierwszy raz dostrzegła jego delikatny uśmiech. Coś się musiało zmienić, ale niestety dalej był tak zamknięty w sobie. Schowała kartkę do kieszeni i wróciła do pokoju.
    - Gotowa?
    - Jak ja mam uwodzić w takich ciuchach?
    - Hm... Mam parę drobnych, ale pewnie dostaniemy trochę na drogę. Będziesz miała okazję poderwać jakiegoś marynarza.
    Arkadia tylko się skrzywiła. Nie wydaje się, że będzie sprawiać problemów. Wcześniej nie pogardziłaby żadną okazją.
    - A właśnie. Po drodze pogadamy o Twojej pamięci, ale najpierw opisze Ci nasz cel. Demonica o imieniu Shea, zna parę sztuczek także musimy uważać, wysoka, szczupła, włosy blond, bardzo długie dlatego ma parę warkoczyków. Ma tatuaż na lewym ramieniu przypominający wilka. Więcej szczegółów brak.
    - No to idziemy.
    - Jeszcze jedno. Chłopcy jutro do nas przyjdą.
   
   
* * *

   
    Arkadia szła parę kroków za nią. Nie nadążała za jej tempem chodu. Były teraz w gęstym, ciemnym lesie, w którym było nadzwyczaj cicho. Prawie. Arkadia ciągle wpadała na jakieś krzaki, deptała suche gałązki i mruczała coś pod nosem.
    - Pośpiesz się, bo inaczej będziemy tu nocować.
    - Chce mi się jeść, jest mi niewygodnie, plecak mam ciężki, a Ty mnie jeszcze poganiasz.
    - Trzeba było nie brać tylu kosmetyków.
    Salahan przystanęła i wzięła jej plecak. Teraz szły równym tempem i zdążyły przed zmierzchem dotrzeć do motelu. Dzielnica była okropna. Wszędzie było pełno śmieci, robactwa i żebraków. Obserwowali je uważnie kiedy wchodziły do środka.
    - Przyszły Panie punktualnie. Proszę oto klucz. Pokój 313 pierwsze piętro korytarzem po lewej.
    Chłopak był młody i bardzo miły. Pod ladą miał książki i zeszyty. Ta dzielnica nie wyglądała na zbyt często odwiedzaną przez turystów także miał dużo czasu na naukę.
    - Ale nora...
    - Jak Ci nie pasuje możemy wrócić do lasu.
    - No może być. Tam pewnie nie ma tylu robaków co tutaj.
    - Kiedyś jak zabiłam komara i rzuciłam go na dywan kazałaś mi go szukać. Co najlepsze dywan był niebiesko szary, więc trochę mi to zajęło. Możesz spać spokojnie. Teraz już wiem, żeby je od razu wyrzucać do kosza.
    - Plastyk... Lubiłam te wyjazdy na plener.
    - Powoli wracasz do siebie. A pamiętasz jak chodziłyśmy za takimi tam dwoma chłopakami? Na każdej przerwie ich śledziłyśmy.
    - Czekaj, czekaj... Byłyśmy kiedyś w Czechach. To był drugi plener z dwoma starszymi klasami.
    - Dokładnie... Teraz chwila prawdy. Otwieram drzwi.
    Włożyła klucz i próbowała przekręcić. Chwilę stawiał opór, a później z trzaskiem zamek odpuścił. Nacisnęła na klamkę, ale drzwi się nie otwarły.
    - Muszę otworzyć z buta. Odsuń się trochę.
    Jeden mocny kopniak wystarczył. W środku było zbyt ciemno, żeby cokolwiek zobaczyć. Szukała po ścianie jakiegoś włącznika, a kiedy znalazła ujrzały wyposażenie. Dwa łóżka, jeden mały stolik pod oknem i szafa. Okna były zaklejone taśmami, a ściany sypały się ze starości. Wszędzie było pełno brudu i kurzu, a do tego niezliczona ilość pajęczyn i karaluchów. Arkadia stała w progu i nie zamierzała wejść dalej.
    - Wolę nie wiedzieć jak wyglądają tu łazienki...
    - Ja chyba też. To jedno łóżko prawie się rozlatuje także kładź się na tym drugim. Ja nie będę spać. Sprzątnę tu trochę i nie poznasz rano tego pokoju.
    Jakoś to nie przekonywało Arkadii, ale była zbyt zmęczona, żeby się jej sprzeciwiać.
    - Jak długo chcesz tu mieszkać?
    - Może tydzień... Ale to zależy kiedy ją znajdziemy.
   
   
* * *

   
    Jeden z żebraków oddalił się od grupy, a kiedy długo nie wracał kilku z jego znajomych zaczęło go szukać. Szli ciemną ulicą trzymając się blisko siebie. Kiedy usłyszeli krzyki zaginionego kolegi sparaliżował ich strach. Jeden z nich rzucił się do ucieczki mimo błagań pozostałych. Poszli dalej mijając kolejne klatki schodowe. Im ciemniej było tym bliżej siebie szli. Słychać było walkę kotów o odpadki z jednego z kontenerów. Spomiędzy śmieci wystawały czyjeś ręce. To był on, więc wyciągnęli go stamtąd. Próbowali go cucić, ale nie reagował. Dopiero kiedy zobaczyli ślady kłów na szyi zostawili go tak jak leżał i uciekli. Coś wyssało z niego krew.
   
   
* * *

   
    - Wstawaj. Musimy rozejrzeć się po okolicy.
    - Jeszcze pięć minutek...
    Salahan nie miała zamiaru czekać. Zdarła z niej koc i zrzuciła z łóżka.
    - Nie ma czasu na sen. Oprócz nas jest tu jeszcze ktoś. Musimy znaleźć demonicę do jutra.
    Arkadia leniwie podniosła się z ziemi i przeciągnęła. Nie zdążyła nastawić kości, kiedy Salahan dała jej plecak. Skrzywiła się uginając od jej ciężaru. Nawet nie pytał dokąd idą. Ta noc była dla niej jedną z gorszych. Salahan podczas sprzątania robiła dużo hałasu. Szczególnie jak zabijała butem robaki. Przez to ciągłe stukanie nie zmrużyła oka, a teraz kiedy słońce ledwo wstało ona już musi gdzieś iść. W dzień okolica wyglądała jeszcze gorzej. Prowadziła ją przez jakąś uliczkę. Wszędzie było pełno brudu, śmieci, a okna były całe czarne. Szła tak przyglądając się im dopóki w jednej ze szpar nie zauważyła przerażających oczu jakiegoś młodzieńca. Wystraszona podbiegła do Salahan.
    - Widziałaś to?? Tam był chłopak, a jego oczy... Były białe.
    - Przesadzasz. Nie wyspałaś się i teraz masz omamy. Spokojnie. Przejdzie Ci.
    Ona jednak była pewna tego co widziała. Chwilę później stały nad ciałem.
    - Spójrz na te ślady.
    - Demon?
    - Nie wydaje mi się. Bardziej przypomina to wampira. Demony nie piją krwi.
    Arkadia zaniemówiła z wrażenia. Salahan poszła dalej i podniosła coś z ziemi. Mały wisiorek. Podróbka srebra i to bardzo cienkiej jakości. Zdziwiło ją, że był na nim kieł wilka. Taki sam jak mają demony. Coś jej tu zaczęło nie pasować. Schowała go do kieszeni i wróciła do Arkadii. Stała dalej nad ciałem przyglądając się mu uważnie.
    - Sprzątniemy demonicę i spadamy. Może tu być gorąco. Zauważyłaś, że nie ma tu ani jednego żebraka.
    - Wiesz co Salahan... Skoro już tu jesteśmy to się zabawimy. Może kogoś zwabię.
    - Czuję czyjąś obecność. To może być dobry sposób, żeby się przekonać kto to.
   
   
* * *

   
    Arkadia długo się szykowała do wieczornego wyjścia. Salahan z przeciwieństwie do niej nie lubiła siedzieć przed lusterkiem. Kręciła się gdzieś po okolicy szukając jakiś śladów. Dopiero po paru godzinach wróciła do motelu.
    - Mam nadzieję, że już kończysz. Rozmawiałam z tym chłopakiem z recepcji. Nasza demonica tu jest i wiem gdzie spędzi wieczór. Przypadkiem tam gdzie my idziemy.
    - A nie myślałaś o tym, żeby się trochę pobawić?
    - Jeśli będzie już po wszystkim to bardzo chętnie, ale najpierw obowiązki.
    Wiedziała, że Salahan zależy na tym, żeby przeżyć. Była za wszystko odpowiedzialna, dlatego musiała ściśle przestrzegać zasad. Zaprowadziła ją do centrum miasteczka oddalonego o ładnych parę kilometrów. Kiedy były już na miejscu Arkadia dokładnie przyjrzała się okolicy. Była znacznie inna od tej, w której mieszkały. Miasteczko tętniło życiem, wszędzie było pełno kolorowych neonów, a przede wszystkim byli normalni ludzie. Stały przed największym klubem w okolicy. ,,Oaza'' pękała w szwach od ilości ludzi się w niej bawiących. Ledwo weszły do środka, a Arkadia ciągle pchała się do przodu zostawiając Salahan w tyle. Wróciła po nią i przepchały się do największej z sal.
    - Pamiętaj. Żadnego alkoholu.
    - Dobrze, ale pod warunkiem, że będziesz tańczyć.
    Nie dała jej szansy na odpowiedź. Czuła się trochę nie na miejscu za to Arkadia idealnie wpasowała się w tło. Z początku je obserwowali później ośmieliło się podejść paru chłopaków. Salahan korzystając z chwili odeszła do baru. Stamtąd miała lepszy wgląd na salę. Arkadia nieźle szalała na parkiecie. Miała coraz większą publiczność. Wszystko było dobrze dopóki nie zobaczyła dziewczyny z tatuażem. Wystarczyło jedno spojrzenie i wiedziały kim są. Tamta syknęła na Salahan, ale nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia. Z niesmakiem spojrzała się na parkiet. Nigdzie nie było Arkadii. Zdenerwowana szukała jej wzrokiem kiedy usłyszała jej głos.
    - Chłopcy przyszli. Idę rozruszać Eryka.
    Ciągła biedaka za sobą na sam środek parkietu. Akurat leciało coś wolniejszego i mimo wielu prób musiał zostać. Salahan dokładnie przyjrzała się Arsusowi. Jego głowa była pokryta całkiem sporą ilością włosów.
    - Tupecik?
    - Bardzo śmieszne. Wyobraź sobie, że to efekt uboczny po tym pojedynku z Mathelinem.
    Teraz wyglądał znacznie lepiej. Nie mogła oderwać od niego oczu.
    - No nie patrz się tak na mnie.
    Nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Przytuliła go i poklepała po plecach.
    - Chodź tańczyć. Przy okazji opowiem Ci coś bardzo ciekawego.
    Tańczyli do rana i sala już prawie opustoszała. Arsus był dobrym tancerzem w przeciwieństwie do Eryka. Był bardzo spięty kiedy Arkadia się do niego przytulała. Salahan ani na chwilę nie straciła czujności.
    - Demonica siedzi po lewej stronie przy stoliku. Od paru godzin się nam przygląda. Podejdę do niej, a Ty wyprowadź ludzi.
   
   
* * *

   
    - Witaj Shea.
    - Nie uda Ci się mnie zabić. Nikomu do tej pory się nie udało jak widać.
    - Lepiej zmów paciorek i bierzemy się do roboty.
    Wstała od stolika i weszła na środek. Eryk zastawił Arkadię, ale ta i tak wysunęła się przed niego. Arsus podszedł do nich.
    - Może lepiej odejdźmy trochę.
    Podeszli do baru, kiedy Arkadia stwierdziła, że musi skorzystać z łazienki, ale jak tylko się oddaliła demonica złapała ją w ogniste kręgi. Uniosła ją ruchem dłoni i zbliżyła do siebie.
    - Albo dasz mi odejść albo pożegnasz się z koleżanką.
    - Nie mieszaj jej do tego.
    Shea zrobiła smutną minę i zacisnęła dłoń. Kręgi wbijały się w ciało Arkadii, a jedyne jak mogła jej pomóc to rozciąć je. Chciała użyć gwiazdy, ale bała się, że zrobi jej krzywdę. Jak ją rzuciła okazało się, że przeszła przez ciało wbijając się w ścianę. Kręgi odpuściły, a jej nic się nie stało. Upadła tylko. Salahan pomogła jej wstać i kazała odejść, ale jak tylko zrobiła parę kroków demonica rzuciła w nią nożem. Osłoniła ją swoim ciałem biorąc atak na siebie. Nóż wbił się tuż pod sercem. Osunęła się na ziemie, a Shea owinęła wokół niej swoją chustę. Chwyciła za nóż i przekręciła go. Salahan wiła się z bólu, a ona dalej rozcinała jej ciało łamiąc przy okazji kości. Arsus chciał coś zrobić, ale demonica stworzyła barierę, przez którą nie mógł przejść. Klęczała nad nią wbijając ostrze coraz głębiej. Zza jednego z filarów wyszła jakaś postać. Arkadia rozpoznała to lodowate spojrzenie. Zrzucił czarny płaszcz odsłaniając smukłe ciało. W jego ręce lśnił złoty miecz. Twarz miał bladą i zimne białe oczy, a kruczo czarne włosy splecione w warkocz sięgający mu do pasa. Demonica na jego widok zostawiła wykrwawiającą się Salahan.
    - No proszę. Kogo my tu mamy...
    - Przyszedłem się rozliczyć.
    Shea tylko podło się śmiała. Wiedziała dobrze kim on jest i po co przyszedł. Nie zauważyła, kiedy Salahan wstała. Wbiła w nią swój miecz, ale to jej nie zabiło. Chwyciła szponami jej gardło, ale przybysz zdążył odciąć demonicy głowę. Salahan osunęła się na ziemię. Nieznajomy pochylił się nad jej ciałem i wyssał z jej rany krew. Podał ją jej w delikatnym pocałunku, po czym wziął ją i rozkazał przenieść do ich świata.
   
   

Nowy przyjaciel


   
    Położył ją delikatnie na łóżku i kazał wszystkim wyjść. Arkadia uprosiła go, żeby mogła zostać.
    - Może to i lepiej. Pomożesz mi. Przynieś gazę i trochę wody.
    Robiła wszystko co jej powiedział, bo tylko w ten sposób mogła jej pomóc. Leżała tak bezradnie z wypiekami na twarzy.
    - Ma wysoką gorączkę. Wyciągnięcie jej z tego stanu będzie bardzo trudne. Straciła sporą ilość krwi i jeśli się to do jutra nie zmieni będę musiał ją jakoś uzupełnić.
    - Jesteś wampirem, więc nie powinieneś mieć problemu z jej zdobyciem.
    - Tak w ogóle to zapomniałem się przedstawić. Wybacz, ale w takiej sytuacji jak ta ciężko o wszystkim pamiętać. Jestem Mortyr. Można powiedzieć, że jestem władcą wampirów. Parę tygodni temu demony napadły na moją rodzinę. Ja akurat w tym czasie byłem gdzieś indziej i gdyby nie to podzieliłbym los moich bliskich. Shea była przywódcą w tej grupce demonów. Zaatakowali ich podczas snu podrzynając im gardła. Wybili ich po cichu, a później spalili. Dowiedziałem się o was i chce prosić o pomoc.
   
   
* * *

   
    - Za kogo on się uważa? Miło, że pomaga Salahan, ale to nie znaczy, że musi teraz z nią siedzieć.
    - Powiem Ci szczerze Arsusie, że nie byłbym wstanie jej pomóc. Dobrze widziałeś co z nią zrobiła.
    - Jak tylko dojdzie do siebie wygoni go. Nie może z nami mieszkać, jeść i spać.
    - Wampiry nie jedzą. Co najwyżej wyssie z nas wszystko.
   
   
* * *

   
    Wyciągnął z kieszeni igłę i nici. Zszył jej rany z precyzją chirurga. Arkadia przyglądała się jak delikatnie to robił. Była nim zachwycona, z czego Eryk się nie cieszył.
    - Miejmy nadzieję, że jej nie zaszkodzę.
    - Może dam jej miecz? Czasem lubiła z nim spać.
    Położyła go obok niej i Salahan jakby we śnie poprosiła, żeby go podała. Posłusznie położyła go na niej. Chwyciła rękojeść nie otwierając oczu. Z kamienia wybiło jasne światło, które otuliło jej ciało. Mortyr zeskoczył z łóżka przerażony tym co się stało. Arkadia siedziała z otwartą buzią obok niej. Światło znikło zupełnie jakby Salahan je wchłonęła. Obudziła się i podniosła.
    - Mój kark...
    - Kim Ty jesteś?
    - Można powiedzieć, że kierownikiem tego burdelu.
    Siedziała spokojnie zupełnie jakby nic się nie stało. Patrzyła mu prosto w oczy z lekkim uśmiechem na twarzy. Spojrzała na Arkadię.
    - Faktycznie ma dziwne oczy. Mortyrze, idź do chłopców i poproś ich tutaj, ale nie mów co jest.
    Wyszedł bezszelestnie i zostały same.
    - Jak Ty to zrobiłaś?
    - Ja? To miecz... No, ale Mortyr też ma w tym swój udział. Dziwi mnie to, że nie zabiłam demonicy... Grunt, że jest już po.
   
   
* * *

   
    - Chodź do pokoju dziewczyn.
    - Ledwo przyszedł i już się rządzi...
    - Coś Ty taki spięty? Nie odbije Ci dziewczyny, chociaż nie mam nic do stracenia.
    Arsus rzucił się na niego, ale ten się tylko uśmiechnął najładniej jak potrafił. Puścił go niezbyt delikatnie.
    - Wredna pijawka...
   
   
* * *

   
    Jak weszli do pokoju Salahan zauważyła, że chłopcy się nie polubili, ale jak tyko Arsus zauważył, że wszystko jest w porządku przeszedł mu gniew.
    - A Eryk gdzie?
    - Skończyło się srebro, a on chciał się przejść. Chciałem skończyć to o co prosiłaś, ale nie sądziłem, że tak szybko dojdziesz do siebie.
    - Masz teraz parę dni wolnego. Będziesz mógł spokojnie pracować. My zajmiemy się gościem.
    Zatkało do. Mortyr stał obok niego dumnie się uśmiechając. Poklepał go przyjaźnie po plecach, ale ten ledwo się powstrzymał, żeby mu nie przyłożyć.
    - Mała prośba. Jeśli Ci się nie podoba wizyta naszego gościa lepiej nie wychodź z pokoju. Mógłbyś okazać mu trochę szacunku, a nie dąsać się. W końcu to dzięki niemu żyję.
    Ukłonił się i bez słowa wyszedł. Nie spodobało jej się jego zachowanie. Nie mogła zrozumieć, dlaczego miałby się tak gniewać.
    - Chyba mnie nie polubił...
    - Przejdzie mu. Czego od nas chcesz?
    - Jestem po waszej stronie. Chce zniszczyć demony, ale... Oni wiedzą ile nas jest i oprócz waszych ludzi atakują też nas.
    - Przecież wy także żywicie się ludźmi. Nie boisz się, że po tym jak wybijemy demony dobierzemy się do was?
    - Na nas ciąży klątwa. Mamy wygrać wojnę z nimi, ale zapisane jest, że ktoś znacznie silniejszy pomoże nam i ściągnie klątwę. Mamy znowu stać się ludźmi i normalnie żyć. Pomóż nam...
    - Co dostanę w zamian?
    - Przyłączymy się do Twojej armii. Wszyscy jesteśmy Twoimi sługami i zrobimy co tylko rozkażesz.
    Siedziała cicho. Arkadia czekała na jej odpowiedź. Tak naprawdę nie wiedziała co ma powiedzieć. Każda pomoc jest przydatna, ale nie miała pewności czy jego zamiary nie są podstępne. W końcu mógł to sobie wymyślić, a kiedy przyszedłby dzień starcia stanął po stronie wroga.
    - Daj mi trochę czasu. Nie podejmę teraz decyzji. Chcę Cię lepiej poznać. Jeśli to podły podstęp nie masz czego tu szukać. Nawet nie możesz stąd uciec.
    - Dobrze o tym wiem. Obydwoje mamy zbyt wiele do stracenia.
    - Zajmij któryś z wolnych pokoi. Arkadia pomoże Ci znaleźć. Przyjdź dzisiaj na naszą wieczerzę. Porozmawiamy w większym gronie, a teraz wybaczcie. Muszę pogadać z Arsusem.
    Wyszła zostawiając ich samych. Szła do niego, ale zanim otworzyła drzwi przysłuchała się jego rozmowie z Erykiem.
   
   
* * *

   
    - Nie podoba mi się ten koleś, ale dziewczynom wręcz przeciwnie.
    - Możemy go w każdej chwili usunąć...
    - Jestem za. Nie będzie mi się tu kręcił jakiś przybłęda.
    W tym momencie drzwi otwarły się z całej siły, a w nich zobaczyli wściekła Salahan. Osłupieli na jej widok. Eryk skrył się za Arsusem, a ten nie wiedział co ma zrobić.
    - My...
    - Zostaniecie wtrąceni do lochów na dwie doby. Będziecie tak siedzieć bez światła i jedzenia. Wśród szczurów na mokrym betonie z rękami przykutymi do ściany. Jeśli po wyjściu źle się odezwiecie do naszego gościa wrócicie tam na wieki.
    Wyszła z pokoju nic nie mówiąc. Arsus kopnął szafkę, a Eryk jak stał tak klepnął na podłogę. Po chwili wróciła z pękiem kluczy w ręce.
    - Idziemy. Dobrze znacie drogę.
    Wyszli pierwsi z pokoju wlokąc nogę za nogą. Kiedy zeszli do piwnic Salahan otwarła tajemne przejście do lochów. Arsus się zmieszał.
    - Myślałeś, że się nie dowiem? Znam plan całego budynku i wiem, gdzie przede mną ukryłeś księgę mojego ojca. Eryku, możesz odejść. Nie dla Ciebie ta kara. Mam inne zadanie, które musisz wypełnić. Jeśli się sprzeciwisz nasz drogi Arsus będzie miał towarzysza.
    Wahał się co zrobić. Nie chciał zostawić przyjaciela ani podpaść Salahan. Spojrzał na Arsusa, a ten pokiwał przecząco i wszedł do lochu.
    - Idź na górę. Zaraz do Ciebie przyjdę tylko najpierw z nim pogadam.
    Ukłonił się i wyszedł. Poszła do Arsusa, a kiedy ten zajął swoje miejsce siadła przy nim.
    - Dlaczego taki jesteś?
    - Musze Cię chronić.
    - Nie wydaje mi się.
    Nie odpowiedział. Wzięła jego dłoń i zakuła w kajdany. Nie stawiał oporu. Było tam tak cicho, że wydawało jej się, że słyszy bicie jego serca. Wyszła zatrzaskując za sobą drzwi.


Strona główna   Szuflada   Skomentuj