Dieno
Autor: Marta `Unicorn` Sidorowicz
Html: skrypt by pBT
,,Ludzie chwały żyją wiecznie'' - zdanie, które rozpoczynało Księgę Bohaterów. Wielu ludzi dopuszczało się wielkich czynów by zostać zapisanymi w niej. Niektórzy źle interpretowali znaczenie słowa chwała i schodzili na złą ścieżkę. Inni wyruszali w dalekie podróże by przywieźć wspaniałe przedmioty, które mogłyby pomóc ich krajowi. Istnieli także tacy, którzy budowali armie i prowadzili chwalebne w ich mniemaniu wojny. Żaden z nich jednak nie ośmielił się zrobić tego, co pewien mężczyzna.
Nikt nie znał jego prawdziwego imienia, lecz ludzie w Dalekich Krajach nazywali go Dieno, co w ich języku oznaczało Nieprzewidywalny. Każdy kto raz go zobaczył nigdy nie mógł o nim zapomnieć. Wzrok przykuwały blizny pokrywające całą jego twarz. Miał długie, czarne, kręcone włosy i tego samego koloru oczy przepełnione głębią. Nosił brązowe ubranie podróżnicze. Wszelkie domysły o jego pochodzeniu nie miały żadnego oparcia w rzeczywistości. Mawiali, że pochodził z Zapomnianych Terenów, ale żaden człowiek nie odważył się tego sprawdzić. Dieno był człowiekiem okrytym całunem tajemnicy. Każdy jednak wiedział, że zna on całą Księgę Bohaterów na pamięć...
Nie zmącona nocna cisza. Całe niebo zostało zasłonięte białymi smugami. Jedynie księżyc emitował z siebie taki ładunek światła, iż przebijał się przez gęste chmury. Patrząc w niebo Dieno uśmiechał się z lekka.
- To dobry znak - powiedział cicho, lecz nie do siebie.
Na pierwszy rzut oka nie było przy nim nikogo. Jedynie rzędy gęstych krzaków i drzewa, lecz przy uważniejszej obserwacji ukazywały się blado - zielone oczy. Przy Dienie z pewnością stał mężczyzna drobnej postury.
- Miałeś racje, mój przyjacielu. - Dieno spojrzał w kierunku towarzysza. - Rzeczywiście jest to dobry czas by zacząć.
Mężczyzna schylił z lekka głowę, kładąc w tym samym czasie dłoń w czarnej rękawicy na piersi.
- Rzadko zdarza mi się kłamać. Przyjacielu - dodał po krótkiej chwili wahania.
Dieno uśmiechnął się szerzej.
- Chodźmy - rzekł. - Chwila może wydawać się piękna, lecz chwile szybko przemijają.
Bez większego wahania zaczął iść, a mężczyzna za nim. Wychodząc w nikły krąg światła padającego od księżyca wyłonił się z ciemności. Był na pewno człowiekiem, ale dziwnym. Twarz miał... jakby nienaturalnie bladą i bez wyrazu, sine usta, przerzedzone, brudne, grube, szpakowate włosy i tylko oczy wydawały się jedyną ożywioną częścią ciała. Ubranie tworzyły poszarpane spodnie i bluza. Przesuwał się jakby w powietrzu bez stawiania nóg na ziemi. Bezszelestnie sunął za Dienem, który nie zważał na niego i biegł przed siebie. Kierowali się ku odległemu kręgu szaro - czarnych kamieni. Wśród nocnego krajobrazu wyglądały złowrogo. Mimo znajomości legend i plotek dotyczących tego miejsca Dieno nie bał się. Jego myśli krążyły teraz wokół Księgi Bohaterów. Powtarzał sobie w głowie jej słowa. Dodawały mu otuchy. Wiedział czego pragnie, co chce osiągnąć i właśnie do tego dążył. Nie robił tego jednak tylko dla siebie. Przyrzekł przed Aleną, że osiągnie swój cel. To było tuż przed jej śmiercią. Miał zamiar dotrzymać słowa. Dlatego też nie zawahał się wybierając tą drogę.
Zbliżając się do kamieni poczuł respekt i szacunek. Zatrzymał się przy pierwszym, czarnym kamieniu. Poczekał aż towarzysz stanie obok niego. Przyjrzał się poważnie głazom. Było ich czternaście każdy innego kształtu i rozmiaru ułożone kolorami na przemian na boku tworząc wielki kamienny krąg. Ze środka tego kręgu biło żółte światło odbijające się od wszystkich kamieni. Dieno padł na kolana, kładąc rękę na kamieniu. Zaparło mu dech w piersiach. Myśląc, iż wojownik mdleje blady mężczyzna złapał go za ramię i podniósł.
- Nic się nie stało - powiedział z trudem łapiąc powietrze Dieno. - Nic mi nie jest.
- Mówiłem, że Krąg wyzwala niezrozumiałe siły. Może jednak zawrócimy?
- Nie! Nie mogę.
- Jeśli taka jest twoja wola - odparł pokornie zielonooki.
Dieno kiwnął głową. Spojrzał na kompana.
- Powiedz mi co mam zrobić
- Ostrzegałem cię już, ale powtórzę to ostrzeżenie. Decydując się na ten czyn staniesz się cieniem tego czym jesteś teraz. .
- Wiem i boje się... Lecz to jedyny sposób.
Towarzysz pokiwał głową.
- W takim razie zacznijmy nim księżyc skryje się za chmury. Zajmij pozycje pośrodku kamieni.
Dieno uczynił jak mu kazano.
- Ogarnij myślami cały Krąg - rzekł mężczyzna osuwając się w cień. - Tylko kamienie, tylko czarny i szary, tylko kamienie, tylko Krąg...
Wsłuchując się w głos kompana Dieno poczuł ogarniające go ciepło. Zaczynał widzieć jedynie otaczające go kamienie. Głos, w który się wsłuchiwał zaczynał przechodzić w szept by za chwilę zupełnie ucichnąć. Wojownik zamknął oczy i pozwolił by wszelkie pytania i myśli opuściły jego głowę.
- Wyjmij miecz - usłyszał z dalekich głębin.
Położył na rękę na głowicy miecza i bardzo powoli go wyjął. Nie potrzebował dalszych instrukcji. Czuł, że wie co powinien teraz zrobić. Przyklękając na kolano wbił ostrze w ziemię przed nim. Odbijane od kamieni światło zwróciło się na niego. Okrążyło go złotą poświatą. Kręciło się wokół Diena z oszalałą prędkością. Czując, iż jego broń wyrywa mu się z dłoni rycerz otworzył oczy. Zobaczył jak miecz odrywa się od ziemi i wędruję w górę. Błyskawicznie puścił rękojeść. Światło i ciepło zaczęły go opuszczać. Przechodziły w ostrze. Dieno słyszał szepczące głosy, wzbijające się wraz z mieczem. Ostatnie promienie światła utkwiły w ostrzu. Głosy ucichły. Oręż zaczął opadać i wbijać się w ziemie. Zatrzymał się gdy rękojeść uderzyła o grunt. Wszystko ucichło i powróciło do normalnego stanu rzeczy. Dieno wstał i rozejrzał się.
- Odszedł - szepnął kiwając głową.
Z lekkim wahaniem złapał głownie miecza. Z wolna zaczął go wyjmować. Wokół rozbłysły iskry. Jego oczom ukazała się zielono - szara klinga rozświetlona tysiącami świateł wydobywającymi się z jej głębi.
- Udało się - powiedział wojownik z uśmiechem.
Schował miecz do pochwy. Chcąc zrobić krok naprzód podniósł nogę, lecz nie mógł uczynić niczego więcej. Poczuł wielkie znużenie. Zdążył jeszcze położyć dłoń na piersi nim stracił przytomność i padł na ziemię.
Dieno z trudem otworzył oczy. Leżał z twarzą w ziemi. Podniósł się lekko na rękach. Oczy przesłaniała mu lekka mgiełka. Zrozumiał, że jest ranek. Czuł się dziwnie słaby i obolały. Z wielkim trudem wstał. Chwiejnie trzymał się na nogach. Wszystkie części jego ciała były przeszywane olbrzymim ładunkiem bólu. Powoli wyjął miecz z pochwy i przyjrzał mu się. Spróbował go podnieść, lecz ręka mu opadła, a miecz wypadł i uderzył głucho o grunt. Dobrze wiedział dlaczego tak się czuje, ale nie przypuszczał, że nie będzie zdolny do walki. Chciał się pochylić, ale nie potrafił się utrzymać i padł na kolana. Obiema rękoma złapał za oręż i schował do pochwy. Z wolna uniósł się i wyprostował. Rozejrzał się po okolicy. Nikogo nie zauważył, jedynie Krąg. Kamienie stały teraz blade i nikłe. Rycerz uśmiechnął się lekko. Odwrócił się na pięcie i zaczął iść chwiejnie przed siebie. Wczorajszej nocy pozbawił Kręgu energii. Cała moc została przepompowana do miecza tak jak i duchy wszystkich, którzy polegli i powstali z Kręgu. Pozbawił się tym samym wszystkich swoich sił. Był jednak szczęśliwy. Został zapisany w Księdze. Jest najpotężniejszym ze wszystkich. Księgę bowiem stworzyły duchy Kręgu i kształtowały ją. Zabierając je i umieszczając w broni stworzył najpotężniejszy oręż posiadający siłę wszystkich bohaterów zapisanych w Księdze i swoją własną. Udało mu się osiągnąć cel, do którego dążył przez całe życie. Zamknął Krąg i Księgę na zawsze. Teraz nikt nie będzie ginął dla Księgi, nikt nie będzie cierpieć dla Księgi. Nikt nigdy nie zostanie w niej zapisanym.