Kolor tła: Kolor tekstu:

   Księgi Tajemnic, część 2: Niron

Autor: Marta Sidorowicz
Html: skrypt by pBT


    To była wielka bitwa. Niron stoczył największą walkę swego życia. Był wycieńczony. Chociaż bitwa rozegrała się wczoraj wojownik nie miał czasu by odpocząć i obmyć zmęczoną twarz. Od zakończenia potyczki jechał wraz z swoimi ludźmi na południe, do twierdzy Rakont. Teraz przystanęli na krótki popas. Niron siedział na ziemi z położonymi na kolanach rękoma trzymającymi schowany w pochwie miecz. Jego twarz była ubrudzona czarnym błotem tak, iż błękitne oczy wydawały się świecić w nocnych ciemnościach. Blond, długie włosy były pozlepiane ze sobą skrzepami krwi i potem. Siedział z dala od swoich kompanów. Na twarzy malowała się troska i zastanowienie. Stoczył tę wielką bitwę by stać się człowiekiem chwały i szanowanym przez innych ludzi, a przede wszystkim by zostać zapisanym w Księdze Bohaterów. Słyszał opowieści Tridana, rycerza zapisanego w Księdze. Mówił mu, kiedy i jak dowiedział się, że został zapisany. Zaraz po uczynieniu tej wielkiej rzeczy poczuł ciepło i szepczący głos, który wypowiedział pierwsze zdanie Księgi - ,,Ludzie chwały żyją wiecznie''. Niron był załamany. Wiedział, że to, co zrobił był nadludzkim czynem i powinien zostać wpisanym. Jednak nie usłyszał tych słów, niczego nie poczuł. Pomysł z Księgą podsunął mu jego brat krwi. Chciał zdobyć zapis w manuskrypcie. Wyjechał i już więcej nie wrócił. Niron spróbował iść jego śladami, osiągnąć to, czego on nie potrafił. Wszystko ostatecznie spełzło na niczym.
    Wojownik wysunął ostrze. Było zbryzgane krwią i błotem. Jedyną nietkniętą częścią była rękojeść broni. Zbudowana z niebiesko - czarnych warstw stali w porównania do pozostałych części miecza świeciła i odbijała blask świecących nad Nironem gwiazd. Rycerz westchnął patrząc na swą broń. Bardzo powoli schował ostrze do skórzanej pochwy i odłożył na bok. Wyprostował nogi i położył się, kładąc dłonie pod głowę. Zamknął oczy i leżał rozmyślając.
    Jego towarzysze nie zwracali na niego uwagi. Siedzieli przy rozpalonym ognisku i z cicha rozmawiali. Jeden z nich przelotnie spojrzał na Nirona.
    - Musiał się załamać - stwierdził. - Od czasu starcia nie odezwał się słowem.
    - Podejrzewam, że nie poczuł się zapisany - dodał drugi.
    Reszta pokiwała cicho głowami i ucichli. Było ich siedmiu, każdego coś łączyło z Nironem. Czy to emocjonalnie, czy z powodu przekonań. Żaden z nich jednak nie znał go od wszystkich stron. Uważając, iż poznali go całkowicie mylili się.
    Niron skupił myśli wokół swego brata krwi. Czuł, że jeszcze nie zginął, lecz jego sygnał był bardzo nikły i słaby. Przypuszczał, że jest bardzo daleko i bez pomocy. Zmęczony i bezsilny. Może nawet ranny - śmiertelnie ranny. Nie! Nie mógł o tym myśleć. Nie pozwalał by to przypuszczenie zakradło się do jego podświadomości. Jakimś jednak sposobem wchodziło od czasu do czasu i zostawiało smutek i żal. Słowa jakimi pożegnał Nirona nie dawały wojownikowi spokoju. O co mu chodziło? ,,Nie staraj się zdobyć chwały i sławy. One są bezwzględne i bezwstydne. Nie zostawią ci ni krzty niewinności i miłości. Zostaw je w spokoju!'' Prawdziwy egoista - pomyślał Niron. Wszystko chcę zagarnąć dla siebie. Niron nie pomyślał, że brat chce go ostrzec przed niebezpieczeństwami, żalem, smutkiem i rozczarowaniem. Niron bowiem nie wiedział po co i gdzie wyruszył przyjaciel i brat w jednej osobie. Nie przypuszczał, co chce osiągnąć.
    Otworzył oczy. Parę sekund zajęło mu przystosowanie się do rzeczywistości i zrozumienie gdzie się znajduje. Odczuł lęk i zwątpienie. Ale... dlaczego? Przecież znajdował się wśród swoich. Wśród ludzi, którzy wiele dla niego znaczyli, ludzi, dla których mógł skoczyć w ogień, w najgłębszą otchłań czeluści. Rozejrzał się. Świtał już ranek. Jego kompania leżała nieopodal. Wszyscy spali chrapiąc cicho. Sądził, że strach pochodzi od nich. Wyliczył ich sobie w myślach: Krastor, Mintre, Nesta, Sivo, Lera, i Trilox. Zerwał się na nogi. Brakowało Edera. Najmężniejszego i najstarszego z towarzyszy Nirona. Wojownik złapał za miecz. Przypiął go sobie do pasa i zbliżył się do wygasającego ogniska. Legowisko Edera było puste. Miecz wojownika także zniknął. Niron postanowił nie budzić jeszcze towarzyszy. Zadecydował rozejrzeć się po okolicy. Znajdował się na wysokim, zielonym wzgórzu. Zaczął iść przed siebie ze spuszczoną głową. Na mokrej od rosy trawy wyryły się ślady ciężkiego buta Edera. Niron rozpoczął iść za ich przewodnictwem. Ślady schodziły ze wzgórza i skręcały do małego lasku usytuowanego nieopodal wzniesienia. W lesie trop urywał się by za parę metrów ukazać się znowu. Przy kolejnym urwaniu śladów przystanął i nasłuchiwał chwilę. Zmarszczył brwi. Tak, to nie mogła być pomyłka. Trzaski stali, pojedyncze okrzyki i przyśpieszone kroki - odgłosy walki. Niron ruszył natychmiast biegiem przed siebie. Przyśpieszając wyjął miecz i uniósł go wysoko. W oddali spostrzegł nikłe sylwetki przemieszczające się pomiędzy drzewami. Zbliżając się rozpoznał postać Edera. Jego krótkie, brązowe włosy, szare oczy i czarną zbroję ze stalowych kółek. Rycerz machał wściekle mieczem. Wkrótce Niron zobaczył atakującego. Nieludzka, lecz człowiecza postać. Mężczyzna o bladej twarzy i drobnej posturze walczył z taką zaciekłością, iż Eder musiał podtrzymywać się pobliskiego drzewa. Podbiegając jeszcze bliżej ze zdziwieniem zobaczył, że napastnik wisiał nad ziemią. Jego nogi nie dotykały w ogóle podłoża. Tocząc potyczkę, mówił coś w nieznanym Nironomi języku. Jego szpakowate, przerzedzone, grube włosy rozwiewał wiatr, którego nikt poza nim nie czuł, a zielone oczy błyskały żywym płomieniem. Niron odczuł dziwny ucisk w piersi - jakby ktoś wbił mu miecz w serce. Zbliżał się miarowo, lecz wolno. Nadzwyczajny napastnik ucichł i zadał ostateczny cios. Ostrze miecza znalazło drogę do ciała Edera. Niebieska klinga wbiła się w pierś wojownika. Niron krzyknął głosem zmieszanym z żalem i desperacją.
    - Nie!
    Potknął się i upadł. Zarył twarzą w ziemię. Pomimo bólu i rozpaczy podniósł się szybko z ziemi i podbiegł do Edera. Jego już tam jednak nie było. Dusza Edera opuściła ten ponury i zły świat, pozostawiając za sobą bezsilne ciało. Niron ukucnął i objął delikatnie dawnego Edera. Z jego oczu wypłynęły łzy smutki i złości. Widmo opadło lekko na ziemię, przyglądając się rycerzowi, opuścił miecz. Niron położył ostrożnie ciało na ziemi i ze wzrokiem, który mógłby przebić najgrubszy kamień podniósł się. Oczy wściekle patrzyły na zabójcę jego przyjaciela. Zacisnął mocniej rękę na broni. Obrócił ją w palcach. Rzucił się z krzykiem na upiora. Przeciwnik odsunął się spokojnie. Miecz Nirona przeciął pustkę i uderzył w ziemie. Wojownik podniósł go natychmiastowo i wyprowadził uderzenie z boku. Widmo podniosło nieco wyżej miecz i zablokował cios Nirona. Niebieskooki z głośniejszym krzykiem naparł na nieznajomego. Po paru nieudanych próbach upiór pokręcił poważnie głową.
    - Wcale nie jesteś podobny do Diena - powiedział.
    Niron zawahał się i nie zaatakował ponownie. Przyjrzał się przeciwnikowi z zainteresowaniem i zdziwieniem. Na twarzy obcego pojawił się nikły uśmieszek.
    - Znasz Diena?
    - Nie spodziewałem się takiego pytania. Tak, znam go. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że jestem ostatnim, który go widział.
    Miecz Nirona opadł.
    - ,,Ostatnim''? - zapytał wojownik blednąc na twarzy. - Czyżby...?
    - Nie! - przerwał stanowczo nieznajomy. - Dieno żyje.
    Rycerz odetchnął z ulgą.
    - Dlaczego, zatem mówisz, że ostatnim?
    - Sądząc po szybkości z jaką się porusza... nie spotkał jeszcze nikogo.
    - Co to ma znaczyć?
    - ,,Co to ma znaczyć?'' - powtórzył niczym echo rozmówca. - Wiesz, czym grozi zamknięcie magicznego portalu lub przedmiotu?
    Niron przyglądał się upiorowi bez wyrazu na twarzy. Rozmówca uśmiechnął się przebiegle.
    - Wiesz, ale boisz się o tym myśleć. Dieno nie bał się.
    Wojownik zmarszczył brwi. ,,Jak to? Dieno nie bał się''. Widmo podeszło do leżącego ciała i schował miecz.
    - Przepraszam za przyjaciela - rzekł.
    Niron zawstydził się w sercu. Zapomniał o Ederze. Słysząc imię brata myślał tylko o nim. Ostatnie tragiczne wydarzenie pojawiło się przed jego oczyma. Ponownie poczuł uderzenie i ból w sercu. O mało nie runął na ziemię. Po policzkach spłynęły łzy smutku i złości.
    - Dlaczego? - zdołał wykrztusić z siebie.
    - Zatrzymał mnie. Nie pozwolił przejść do ciebie. Wyciągnął miecz, zaatakował. Przepraszam, nie miałem zamiaru go zranić. Nie pozostawił mi innego wyboru.
    - Mówisz to... Mówisz z takim chłodem w głosie. Słowa skruchy... brzmią w twych ustach sztucznie i wymuszenie. Nie obchodzą cię uczucia, ty o nie nie dbasz., ciebie nie obchodzą ludzie...
    Nieznajomy uśmiechnął się kwaśno.
    - Myliłem się. Jest w tobie coś z Diena - słowa, jakimi wyrażasz uczucia.
    - Dieno... - szepnął Niron. - Wytłumacz mi znaczenie twych słów. Słów o Dienie.
    Upiór kiwnął głową.
    - Dobrze, wyjawię ci ich treść, ale nie za darmo.
    - Czego żądasz? Pieniędzy? Nie mam ich zbyt wiele.
    - Nie, nie szukam monet.
    - W takim razie, czego?
    - Śmierci.
    ,,Śmierci'' powtórzył w myślach Niron. Stał patrząc na widmo, nie mogąc wydusić z siebie głosu. Blady mężczyzna przybrał nowych kolorów. Nie był teraz zwyczajnym zabójcą, lecz kimś, kto szuka ukojenia.
    - Śmierci? Dlaczego nie zadasz jej sobie sam?
    - Gdyby było to takie proste... - odparł zielonooki. - Nie jestem żywy ani umarły. Istnieje i chce to zmienić. Śmierć mogą zadać mi tylko bracia, ale nie zwykli rodzeni bracia. Bracia krwi. Wiele lat snułem się po świecie szukając. Nie było to łatwe. Nie ma już braci krwi. Zostaliście tylko wy.
    Niron poczuł jak serce mu się ściska. Tak, wiedział to już od dawna - byli jedynymi.
    - Spotkałem Diena - ciągnął dalej zielonooki. - A raczej to on znalazł mnie. Opowiedział mi o tobie i waszych więzach. Poprosiłem o pomoc. Zażądał jednak czegoś w zamian. Tylko ja, bowiem mogłem mu pomóc.
    - Czego zażyczył sobie mój brat?
    Widmo zbliżyło się.
    - Czy naprawdę chcesz to wiedzieć? Czy naprawdę chcesz wiedzieć o tym, co nie powinno nigdy być poznane?
    Niron przełknął ślinę.
    - Tak - odpowiedział, zbierając siły.
    Upiór uśmiechnął się lekko.
    - Dieno chciał odnaleźć Krąg Księgi i poznać sposób na... zamknięcie go.
    Wojownik patrzył w bladą twarz nieznajomego. Zaczynała niknąć, a zamiast niej pojawiła się twarz Diena - jego brata. Uśmiechnięta i silna. Po chwili jednak zbledła i na nowo pojawiła się postać widma. Niron znowu poczuł zawstydzenie. Myślał, że brat wyrusza po sławę i chwałę i był wściekły na niego, że nie wypełnił zadania. Wierzył, iż jest to wyprawa, która zakończy się sukcesem i Dieno powróci by opowiedzieć mu, co się stało i jak zwyciężył. Był w błędzie. Zawsze był w błędzie. Przezwyciężył sam siebie i odezwał się.
    - Gdzie teraz jest? - spytał.
    - Nawet ja nie odpowiem ci na to pytanie.
    Niron pokiwał lekko głową.
    - Spełnisz mą prośbę? - usłyszał pytanie.
    - Myślałem, że to żądanie.
    - Nie - odparł blady mężczyzna. - To nie było żądanie, to była pokorna prośba.
    Wojownik pokiwał głową.
    - Jak zrobił to Dieno?
    - Nurtuje cię inne pytanie. Jak macie to zrobić skoro jesteście od siebie oddaleni o parę tysięcy mil? To proste. Noszę już w sercu ranę, jaką zadał mi Dieno. Teraz wystarczy tylko twoja.
    - Dobrze, więc. Co mam zrobić?
    Widmo uśmiechnęło się.
    - Nadchodzi mój koniec. Koniec cierpień i żalu. Zadaj mi po prostu cios w serce.
    Niron z wahaniem podniósł miecz i przyjrzał się ostrzu. Upiór wypiął pierś i czekał na ostateczne uderzenie, które pozbawi go istnienia. Wojownik wycelował, lecz nie uderzył.
    - Zrób to - powiedział błagalnie zielonooki. - Pchnij miecz głęboko w mą pierś.
    Niron kiwnął głową. Zamknął oczy i wepchnął ostrze w ciało widma. Usłyszał jęk i przeciągliwy krzyk. Nie chciał otwierać oczu, coś jednak zmusiło go do tego. Rozchylił lekko powieki. Zobaczył przed sobą białą poświatę. Upiór znikał powoli. Jedno z jego oblicza przeraziło i uszczęśliwiło zarazem Nirona. Uśmiech - szczery, niekłamany, dobrotliwy uśmiech. Oczy gasiły się powoli. Ich żywe spojrzenie umierało tak jak całe ciało mężczyzny.
    - Dziękuje...
    Usłyszał jeszcze nim oczy zgasły, a jego całe ciało znikło. Niron stał niewzruszony trzymając miecz w powietrzu. Zawiedzenie, którego doświadczył po zwycięstwie ulotniło się natychmiastowo. Wtedy nie wiedział, co zrobić dalej. Teraz już wiedział. Poruszył się niespokojnie, budząc się niby. Z decydowaniem włożył miecz do skórzanej pochwy i ruszył przed siebie. Przystanął przed Ederem. Jedna, jedyna łza wypłynęła i uderzyła o twarz Edera. Niron otarł policzek i stał tak jeszcze chwilę. Westchnął głęboko. Ruszył pewnym krokiem przed siebie. Nie szedł jednak do obozu, do swych przyjaciół. Zamierzał iść dalej do Krainy Królów. Tam, bowiem udał się Dieno. Postawił przed sobą zadanie. Zadanie niebywałe do osiągnięcia. Ale musiał je wykonać... Dla siebie i brata. Musi odnaleźć Diena. Jedynego człowieka, którego kochał ponad życie. Po prostu musiał. Nie miał zamiaru zrezygnować - nigdy. Będzie szukał do końca swego życia, jeżeli taki los jest mu sądzony. Nigdy w życiu nie zaznał poczucia tak mocnego zdecydowania. Albo znajdzie Diena albo zginie. Innej opcji nie widział. Z początku myślał, że więzy krwi to tylko zabawa, ale teraz wiedział do czego się zobowiązał i nie miał zamiaru z tego zrezygnować. Została jedynie nadzieja w odnalezienie. Nadzieja... raczej nikła nić wiary, której Niron trzymał się obydwoma rękoma. Została tylko ona. Ona i Dieno...


Strona główna   Szuflada   Skomentuj