Kolor tła: Kolor tekstu:

   Księgi Tajemnic, część 3: Atesa

Autor: Marta `Unicorn` Sidorowicz
Html: skrypt by pBT


    Błękitne niebo i białe chmury. Słońce rozświetliło się pięknie, a jego promienie oświetlały całą twierdze Rakont. Dumne, wysokie jej cztery wieże lśniły czarnym blaskiem. Olśniewające białe mury przepięknie kontrastowały z czarnymi wieżami. Jadącej na siwym koniu Atesie zaparło dech w piersiach. Po raz pierwszy widziała tą cudowną warownie. Atesa była uzbrojona w dębowy łuk i skórzany kołczan pełny strzał z zielonymi pióropuszami. Przy pasie wisiała pochwa z wystającą granatową rękojeścią nosiła szaro - czerwoną zbroje i niebieską kolczugę pod nią. Na ramionach miała czarną pelerynę, na głowie zaś szary hełm. Wyruszyła na poszukiwania dawno temu z bardzo odległego miasta. Poszukiwania, o których marzyła od dawna, ale dopiero teraz była na nie gotowa. Marzyła i bała się zarazem. Dotarła do celu - stała przed nią twierdza Rakont. Pochodząc z Dalekich Krajów znała wiele legend na temat warowni. Kryjąca w sobie wiele skarbów i tajemnic. Zbliżając się do murów uśmiechała się, a był to uśmiech niesamowity, potrafiący rozweselić każde żyjące stworzenie. Twarz Atesy jaśniał, bowiem niezwykłym blaskiem i szczerością. Płomienne, grube włosy wystawały jej spod hełmu. Oczy miała żółte niczym złoto. Patrząc w jej twarz wielu myliło się, mimo pozorów nie była młoda. Przyglądała się z zaciekawieniem murom warowni. Stając przed bramą zeskoczyła z konia i wyprostowana patrzyła na wielkie mosiężne drzwi. Przyklękła na kolano, zdjęła hełm i położyła go na brukowanej drodze przed sobą. Brama otworzyła się. Atesa nie podniosła wzroku. Ze środka bastionu wyszedł rycerz. Jego ciało pokrywała czarna kolczuga, przy pasie wisiał miecz. Twarz miał łagodną i przyjazną. Czarne, krótkie włosy były rozwiewane przez wiatr. Oczy jaśniały zielonym blaskiem. Stanął przed Atesą. Przyjrzał się jej.
    - Kim jesteś? - zapytał gromkim acz łagodnym głosem.
    - Atesa, córka króla państwa Cetli - Barila - odparła nie podnosząc głowy.
    Mężczyzna uśmiechnął się.
    - Dalekie Kraje - powiedział cicho. - Widzę, że znasz nasze obyczaje.
    Ukucnął przy niej i podniósł jej lekko głowę. Przyjrzał się żółtym oczom.
    - Od dawna nie mieliśmy gości z tamtych okolic. Wstań, córkom jakiekolwiek króla nie przystoi klęczeć przed cudzym domem, czekając na pozwolenie podniesienia się - powiedział łapiąc ją za ramiona i podnosząc.
    Rycerz wyglądał w oczach Atesy jak najszlachetniejszy człowiek na ziemi.
    - Ty, panie jesteś gospodarzem? - zapytała podnosząc hełm z drogi.
    Mężczyzna uśmiechnął się.
    - Nie i proszę... nie tytułuj mnie panem. Jestem jedynie skromnym rycerzem na służbie pana tych włości. Czego szukasz tak daleko od swego kraju, pani? Jeżeli pana tej twierdzy to niestety spóźniłaś się, wyjechał cztery dni temu.
    Atesa pokręciła głową.
    - Nie, nie poszukuje pana Rakont.
    Wojownik ponownie uśmiechnął się.
    - Przez zainteresowanie zapomniałem o manierach. Jestem Telore, syn Moreka - powiedział, kłaniając się z ręką na ramieniu. - Proszę wejdźmy do środka. - Wskazał ręką bramę.
    Atesa uśmiechnęła się, złapała za uprząż konia i ruszyła w towarzystwie Telore do twierdzy. Wchodząc za mury warowni wojowniczka poczuła dziwny powiew świeżości. Nie spostrzegła żadnych ludzi prócz wartowników na murze. Twierdza, więc nie była dobrze zabezpieczona. Rozglądała się po okolicy. Telore prowadził ją do wejścia na zamek, stojącego za murami. Uśmiechał się szeroko, widząc zdziwienie Atesy. Zaprowadził wojowniczkę do sali z długim stołem, na którym leżał biało - niebieski obrus z jedwabiu. Gdy tylko usiedli przy nim pojawili się pachołkowie niosący jedzenie dla dwojga oraz świece.
    - Jesteś zapewne zmęczona po długiej wędrówce - odezwał się Telore.
    Atesa uśmiechnęła się uprzejmie, zdejmując z ramiona łuk i kładąc miecz na ziemi.
    - Rzeczywiście, nie jadałam i nie spałam za wiele w swej podróży.
    Telore patrzył na nią z lekkim podziwem i zdziwieniem.
    - Jeżeli, więc nie przybyła, pani do Nirona - pana twej twierdzy, to gdzie i po co? Jeżeli można oczywiście wiedzieć - dodał szybko.
    - To nie tajemnica Telore - odparła. - Zachęcona opowieściami i legendami o waszych krajach postanowiłam je zwiedzić.
    - W samotności? - zapytał rycerz. - Córce króla należałaby się wspaniała świta złożona ze szlachetnych rycerzy, którzy mieliby ją chronić przed wszelkim złem.
    - Pięknie władasz dwornym językiem. - Telore roześmiał się cicho. - Świta jest mi nie potrzebna. Sama potrafię się obronić. - Wskazała na broń leżącą obok.
    - Rozumiem.
    Złapała za sztućce. Odkroiła kawałek smażonego mięsa i włożyła do ust. Telore poważnie pocałował palce prawej dłoni i położył ją na swoim talerzu nim zabrał się do jedzenia. Atesa przyglądała się temu ze zdziwieniem. Telore roześmiał się widząc jej minę.
    - To nie jest zwyczaj tych krain czy nawet tego państwa - rzekł. - Robią tak wszyscy członkowie mojej rodziny - to nasza osobista tradycja. Choć niewiele już mojej rodziny zostało.
    Uśmiechnął się blado. Atesa dostrzegła w tym uśmiechu smutek i poczucie winy.
    Po posiłku wyszli na zewnątrz by zaczerpnąć świeżego powietrza. Pomimo usilnych starań Telore, Atesa nie dała namówić aby zostawiła broń w zbrojowni. Rycerz pokazywał jej wszystko skrupulatnie. Wszystko prócz zachodniej wieży. Zapytany, o to spoważniał i pokręcił głową.
    - Nie mogę cię do niej wprowadzić. Ani powiedzieć, co się w niej znajduje.
    - W takim razie zapytam o to kogoś innego - odparła.
    - Nawet gdyby wiedzieli, nie powiedzieliby. O tym wiem tylko ja i mój pan. Proszę... nie pytaj o to więcej.
    Atesa uśmiechnęła się w myślach. ,,Aha! Teraz wiem, gdzie szukać'' - pomyślała - ,,Nadszedł czas''. Zwróciła wzrok na zachodzące słońce. Nie zwracając uwagi na Telore wspięła się na mur.
    - Eno Rakont! - krzyknęła.
    Zdziwiony rycerz wyjął miecz.
    - Zaryglować bramę! - wrzasnął.
    Służącym ruszyli pędem do bramy. Nie zdążyli jednak wykonać rozkazu. Do twierdzy wkroczyli dumni rycerze w podobnych zbrojach jak Atesy. Rozpoczęła się bitwa. Atesa zeskoczyła z obnażonym mieczem na dziedziniec. Rzuciła się na Telore. Zaatakowała. Rycerz podniósł nieco wyżej miecz i zablokował jej uderzenie. Nie wykazywał chęci do walki. Odparowywał jedynie jej ciosy.
    - Dlaczego nie walczysz? - zapytała wściekle wojowniczka.
    Telore nie odpowiedział. Patrzył na nią twarzą bez wyrazu. Gdy Atesa zaprzestała prób ataku, Telore uklęknął i złożył miecz na ziemi. Atesa przyjrzała mu się ze zdziwieniem. Podeszła.
    - Poddaje się tobie, pani - powiedział rycerz.
    Atesa zmarszczyła brwi.
    - Dlaczego?
    - Przysiągłem, że nigdy nie podniosę broni na żywą istotę. Dzierżę, bowiem zaklęte ostrze.
    Wojowniczka podniosła jego miecz. Przyjrzała mu się. Rzeczywiście ostrze było pokryte runami i trzymając je czuło się przepływającą przez nie energię. Atesa uśmiechnęła się szyderczo. Wykierowała zaklęte ostrze w Telore. Nawet nie drgnął.
    - Zabijając tym ostrzem staniesz się silna, potężna i niezwyciężona... lecz przeklęta do końca świata.
    - A kto powiedział, że nie chce być niezwyciężona?
    Cichy szczęk. Na twarzy Telore pojawił się grymas bólu i zdumienia. Ostrze miecza było obryzgane jego własną krwią. Ciało Telore było szargane nieprzyjemnymi i bolesnymi drgawkami. Z wielkim trudem zdołał spuścić głowę. Rozłożył ręce na boki. Były całe we krwi - jego krwi. W brzuchu tkwił miecz. Rycerz padł na ziemię. Leżał na plecach. Ostrze nadal tkwiło w ciele. Telore patrzył jak miecz drga wraz z jego ciałem. Krew wypływała z rany i zbrukała białą, wypolerowaną drogę. Położył oblane krwią ręce na ziemi. Dłonie zaciskały się. Paznokcie Telore wbijały się boleśnie w wybrukowaną powierzchnie. Atesa stanęła nad nim uśmiechając się demonicznie. Rycerz otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale zamiast słów z ust wypłynęły strużki krwi. Z przerażeniem patrzył w zimne oczy Atesy. Kobieta złapała rękojeść i przytrzymała zadając Telore jeszcze większy ładunek bólu. Wojownik wykrzywił twarz. Teraz zrozumiał, że to już koniec. Jego oczy opanowywały coraz większe i mroczniejsze ciemności. Bronił się przed nim jak tylko potrafił. Poruszał bezgłośnie ustami. Nie chciał się poddać ciemnością, nie chciał odchodzić. Patrzył na Atesę z prośbą i smutkiem. Wojowniczka uśmiechnęła się szerzej i wyjęła ostrze z ciała rycerza. ,,Nie jestem jeszcze gotowy. Wybacz Nironie - mój panie'' zdążył jeszcze pomyśleć nim jego serce przestało pracować... i umarł. Atesa zaczęła się głośno śmiać.
    - Przeklęta - mruknęła z sarkazmem. - Mam już jeden element.
    Pokręciła głową. Rozejrzał się wokoło. Jej żołnierze walczyli z tymi małymi, nieważnymi pachołkami. Zaraz ich zmiotą.
    - Ja tymczasem zajrzę do wieży zachodniej - szepnęła.
    Rzuciwszy ostatnie spojrzenie na martwego Telore ruszyła do wieży. Wejście było zastawione drewnianym stołem i zabite deskami. Atesa odsunęła szybko stół i zaczęła rąbać zdobytym mieczem deski. Zaatakował ją z krzykiem jeden z pachołków. Odskoczyła do tyłu i oddzieliła jednym cięciem głowę zuchwalca od reszty ciała. Zerwała deski i otworzyła drzwi. Rozpościerały się przed nią wysokie, kręcone, szaro - czarne schody. Na ścianach wisiały ogromne pajęczyny. Wojowniczka ruszyła przed siebie. Wspinała się szybko, przemierzając krokiem trzy stopnie. Czuła jak emocje buzują w niej. Nie mogła nad nimi zapanować. Nie potrafiła normalnie, logicznie myśleć. Zbliżała się do rzeczy, której pożądała od zawsze - odkąd pamięta. W końcu dotarła na szczyt. Stanęła przed drewnianymi drzwiami. Trwała tak przez pewien czas, bojąc się otworzyć drzwi. Przyjrzała się swym ręką. Były splamione krwią Telore. Rycerza o szlachetnym sercu i umyśle. Teraz dopiero sobie uświadomiła, że odczuwała żal po jego stracie. A przecież to ona - Atesa księżniczka Cetli go zgładziła. Ta świadomość nie dawała jej spokoju. Dlaczego to zrobiła? Po to by wejść przez te drzwi. Teraz jednak - wahała się przed tym czynem. Położyła drżącą dłoń na srebrnej klamce. Bardzo powoli nacisnęła ją. Ciche skrzypnięcie. Drzwi otworzyły się. Atesa zamknęła na krótką chwilę oczy i głęboko zaczerpnęła się powietrzem. Pchnęła drzwi do środka. Jej oczom ukazał się przedmiot. Przedmiot, którego szukała przez całe swoje życie. Jedyna taka rzecz w tym kraju. Nie! Jedyna rzecz na całym świecie. Uśmiechnęła się szeroko. Weszła do pomieszczenia, które było prawie puste. Prawie. Bowiem na środku pokoju stał okrągły stół, a na nim... ta rzecz. Atesa zbliżyła się do stołu, patrząc w gładką, metalową powierzchnie pochwy. Wydzielała z siebie pewien rodzaj światła. Spojrzała na zanieczyszczone krwią Telore ostrze. Złapała za pochwę pewną ręką. Bardzo powoli podniosła ją na poziom oczu. Patrzyła na nią urzeczona pięknem i światłem. Widziała w niej swoje odbicie. Uniosła miecz. Bardzo powoli zaczęła go wsadzać do pochwy. Światło zaczęło znikać, a gdy miecz całkowicie został zakryty lśniącą powierzchnią, zgasło zupełnie. Przypięła pochwę z mieczem w środku do pasa. Odwróciła się i ruszyła schodami w dół. Wychodząc z wieży poczuła zaduch i smród. Rozejrzała się. Jej żołnierze stali opodal nad ciałem Telore. Podeszła do nich powoli.
    - Co się stało? - zapytała.
    Nikt jej nie odpowiedział. Przepchała się przez nich. Przyjrzała się ich twarzom. Wyrażały zdumienie i strach. Spojrzała na Telore. Z przerażenia odskoczyła do tyłu. Ciało rycerza dziobały okoliczne ptaki, lecz nie one przeraziły Atesę. Oczy Telore poruszały się, patrzyły na żołnierzy, a na ustach utwierdził się uśmiech. Szukał chyba czegoś wzrokiem. Zatrzymał się na Atesie. Ta wystraszona niemalże krzyknęła.
    - Ty! - ozwał się Telore, lecz nie swoim głosem. Już nie był łagodny, lecz groźny i władczy. - Zostałaś przeklęta, przeklęta na wieki! Zabiłaś Zakazanym Ostrzem!
    Atesa przełknęła ślinę. Nie mogła wydusić z siebie słowa. Nie musiała jednak niczego mówić. Wystarczyło słuchać.
    - Nie unikniesz kary!
    Po tym oświadczeniu oczy rycerza zamknęły się, a uśmiech został starty z ust.
    - Jedziemy! - krzyknęła Atesa.
    Jej ludzie byli jednak oszołomieni, że nie dosłyszeli jej rozkazu. Albo nie chcieli go słyszeć. Atesa bez zwłoki pobiegła do bramy. Wskoczyła na konia i odjechała.
    Atesa uciekała. Uciekała przed losem długo. Bała się konsekwencji. Bała się wrócić do swego rodzimego kraju. Do ludzi. Nawet nie wiedziała, że to właśnie było jej karą. Strach. Wieczny strach. Żaden człowiek nigdy już jej nie zobaczył. Mawiają, że pałęta się po świecie ukrywając przed oczami istot żywych i będzie tak błądzić do końca świata. Nieśmiertelność. Uważała to za wspaniały dar. Stał się jednak jej najgorszym przekleństwem. Przekleństwem, którego nie mogła się pozbyć w żaden sposób. Nie mogła się zabić przez rany, a i jedzenie i woda nie były jej potrzebne. Istniały jednak legendy, że pewnego dnia spotkała kogoś, kto spróbował jej pomóc. Człowieka Wielkiej Tajemnicy i jego brata. To już jednak należy do innej historii, innego czasu...


Strona główna   Szuflada   Skomentuj