List do wyobraźni
Autor: Amrod Amollyn
Html: skrypt by pBT
Znowu krzyczę. Nie jestem człowiekiem pióra, ale muszę to zapisać, może będzie mi łatwiej na to spojrzeć, z dalszej perspektywy. Wszystko zaczęło się kilka lat temu... a może kilkadziesiąt? Już nie wiem, nie pamiętam... teraz kiedy odsuwam żaluzje, wciąż widzę to samo... butik z gazetami, kilku ludzi wrzeszczących coś o propagandzie i rewolucji. Obdarte ściany sąsiedniego bloku, wybudowanego za czasów (mogę się mylić) prezydenta Busha. Dawno, już prawie nie istnieją, przypominają mi moje pudełko po lodówce, tyle że z otworami imitującymi okna. WSPANIAŁA TABLETKA! NA ZATWARDZENIE DUSZY!
TYLKO U NAS, TYLU PRAWYCH MĘŻÓW,
I CNOTLIWYCH NIEWIAST...
CIERPI NA ZATWARDZENIE DUSZY!
TA NIEBIESKA TABLETKA POZWOLI CI BYĆ! TANIO! TYLKO W ‘MEDFROM'!
Zbaczam z tematu, cóż, nigdy nie miałem talentu twórczego, Bóg obdarował mnie innymi umiejętnościami... potrafię niszczyć, wszystko i wszystkich. Dwadzieścia pięć lat w armii, strzelec wyborowy, zawsze trafiałem w głowę. Zawsze. Ach, nawet sobie nie wyobrażacie jak wiele radości dawał mi widok rozpryskującej się czaszki jakiegoś irackiego bojownika, z ukrycia patrzyłem na wylewający się mózg. Tak, jestem chory, przyprawiało mnie to o podniecenie. Myślę, że to normalne, znaczy taka choroba, przynajmniej w tym społeczeństwie, bo jeśli nie daje to radości, to dla reszty jest to obojętne.
I ten dzień. Dwudziesty marca. Pakowałem się, miałem wracać do ojczyzny, czułem drobne rozgoryczenie, nagle z dnia na dzień kończy się moja walka. Tu czułem się potrzebny, ważny, najlepszy. Beze mnie kompania nie wychylała nosa za wzgórze... pamiętam dobrze jak się nazywało, wciąż słyszę głos szepczący w mojej głowie nazwę wielkiej piaskowej wydmy, na którą patrzyłem przez dwa lata... i nigdy nie sprawiało wrażenia innych od reszty takich samych wzgórz. Ifrit. Wydma Ifrita.
Leżałem na szezlongu. Jako jedyny z całej naszej kompanii miałem takie cudeńko. Ja i pułkownik. Zdarzało się czasem, że przyłapywałem jakiegoś szeregowca, który wylegiwał się w moim szezlongu, wtedy tłukłem go i odcinałem mu jednego palca. Miał ten komfort, że mógł sobie wybrać który to będzie palec. Wracając do meritum... ktoś zapukał do drzwi i krzyknął:
- Pułkownik chce pana widzieć! Za pięć minut w jego namiocie. - coś stuknęło, zapewne cholewki butów. Słyszałem jak odszedł tonąc w piasku.
Było gorąco. Okropnie duszno, powietrze wlewało się do płuc i zalegało tam, jak jakaś papka, z trudem oddychałem.
Nie było nikogo. Paliła się lampa naftowa. Było pusto, okropnie cicho, nie było strażników. Nikogo. I wtedy pierwszy raz w życiu się przestraszyłem. Cholernie mocno. Bo zawiał wiatr, inny niż wszystkie, które wcześniej dane mi było poczuć. Poczułem jak do moszny wlewa mi się płynny ołów. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Wiecie... jest nauka, technologia i całe to gówno, ludzie w białych szlafrokach i okularach o grubości pół cala myślą, że widzieli już wszystko, że świat nie ma przed nimi tajemnic. Śpią spokojnie, jak ja kiedyś. Ale świat ma wiele tajemnic... i wszystkie one płoną krwią tych, którzy je poznają. OTO OPRYSKIWACZ DUSZ! SPRAWDZONY I Z ATESTEM!
TAK! TAK! KIEDY SPRYSKASZ SWĄ DUSZĘ
NIE GROŹNE BĘDĄ CI CHOROBY I ZARAZY!
NIE WIERZ INNYM! NASZ TOWAR JEST NAJLEPSZY!
MOŻESZ SPRYSKAĆ CAŁĄ RODZINĘ!
Pamiętam jak wychyliłem głowę z namiotu, trzymając się oburącz za krocze. Zapach siarki, popiołu... i taki słodki, do dziś nie wiem, co może mieć taką woń, niektórzy mówią, że palące się ludzkie ciało ma ekstatyczny, smaczny zapach. Ta masa piasku zasłaniająca słońce, wyglądało to trochę jak jakaś jaskinia, spadający piasek tworzył stalaktyty, natomiast wirujące ziarenka rozgrzanego piachu unoszące się pod jakimś cudownym wpływem, tworzyły stalagmity. Przyznam, że scena cudowna. Jednak nieco niespotykana.
Pamiętam, jak na początku mojej służby spotkałem starego araba. Krzyczał, że Panowie Pustyni i Ognia po nas przyjdą, że możemy jeszcze przestać i się wynieść, by skończyć tę rzeź. Cóż, zabiłem go. A potem jego żonę i dwóch synów, a córkę... było nas czterech, nie mieliśmy kobiety od kilku miesięcy. Miała jakieś dwanaście lat.
Znów zbaczam z tematu, wybaczcie. Jestem już stary, tyle obrazów z przeszłości, tyle zła. A wszystko to żyje we mnie, co nocy popełniam te same zbrodnie, już oszalałem wiele razy, teraz już tylko czekam na Panią, zastanawiam się tylko czy... nie liczę już na rozprawę, Minos nie będzie miał ze mną problemu, przemknę szybko, gdzieś głęboko.
Widziałem go. Kroczył spokojnie ze wzgórza, wyglądał jak pochodnia, jego skóra spalała się i odradzała na nowo, wokół wirował złoty pył. On się uśmiechał, tak lisio, oczy paliły się żywym ogniem, ale wiedziałem, że były martwe. Szedł do mnie albo bardziej trafnie ,,po mnie''.
Nagle ból, jakby pękała mi kora mózgowa i głos: ,,Witaj morderco.'' W życiu tylko strach może nas przed czymś zatrzymać. Strach albo miłość. Nigdy nie miałem żadnej z tych rzeczy. Ale nagle pojawiła się ta pierwsza i to z taką siłą! Upadłem na kolana i krzyczałem do Boga, że przepraszam, szlochałem by mi wybaczył, byłem młody, pragnąłem żyć. To chyba ludzkie. Patrzyłem na dłonie, z których spływała mi stopiona skóra, czułem, że z twarzą dzieje się to samo. Włosy już dawno spłonęły, on dotknął mojej twarzy i pocałował mnie.
Od tamtej pory chciałem tylko umrzeć. I wierzcie mi lub nie, próbowałem nie raz. Ale się nie da! Wszystko obróciło się przeciw mnie, w pieprzonych przypadkach wychodzę z wszystkiego cało... i krzyczę, co noc.Codziennie dostaję list. Bez nadawcy. I w każdym z nich jest napisana jakaś dziwna treść. Naprawdę. Że zło złem wyleczmy. Albo, że sprzedadzą mi jakąś tabletkę na zatwardzenie duszy... na kopercie pisze tylko, żebym wyszedł na ulicę, że dadzą mi wszystko, że nie będzie poczucia winy, pierdolonego żalu. Nie wierzę. Od kilkudziesięciu lat nie opuściłem tego mieszkania, nie zrobię tego do końca życia, choćby mnie sam Gabriel prosił. To już nie jest mój świat. To ich, naukowy, wyborowy, cudowny świat. Jestem zgorzkniały, wiem, ale za późno na zmiany. WYDZIERAMY ŚWIATU TAJEMNICE!
JEST WOBEC NAS BEZBRONNY! TO MY JESTEŚMY WŁADCAMI!
I NIC NAS NIE POKONA, NIC NAM NIE POMOŻE!
BO MAMY LEK NA CAŁE ZŁO!
ZŁO ZŁEM WYLECZMY! TAK NAM DOPOMÓŻ BÓG!
Kto mi je przynosi... zawsze mnie to intrygowało, ale człowiek ten wsuwa listy w szparkę między progiem, a drzwiami. Czasem słyszę jak stuka cholewkami o chodnik. Nie wyjdę. Nie potrzebuję pożywienia, płynów, niczego. Nie jestem już człowiekiem. Przynajmniej z fizjologicznego punktu widzenia. Mam tylko nadzieję, że nie tyczy się to mojego zgonu, daj Boże - rychłego.
Nie wiem, w jaki sposób znalazłem w tym mieszkaniu. Pocałował mnie i obudziłem się tutaj. Zniekształcony, bez twarzy, właściwie... w ogóle bez skóry. Sam.
Nieskładna ta moja historia. Bez znaczenia, i tak ją spalę później. I napiszę od nowa. Robię to nie pierwszy raz. Zwracam się w niej do kogoś, jednakże nikt jej nie przeczyta. Nie jestem zdrów. Czasami słyszę szepty z cieni. Są okropne, mówią mi, że nie jestem tu sam, że jestem obserwowany. No i oczywiście... bym wyszedł na ulicę. Słyszę je za plecami, ale obawiam się odwrócić głowę.
Pamiętam bardzo dobrze pierwszy dzień w tym piekielnym więzieniu...
Chwila.
Ktoś puka? Jak to możliwe? Czyżby ten... listonosz? A niech puka, ja i tak tu będę siedział...
Nieco irytujące, puka już dobrą godzinę. Nie pozwala mi kontynuować opowieści. Chyba pójdę go przepędzę... pokrzyczę, poszczekam... może pomyśli, iż ma do czynienia z jakimś groźnym zwierzakiem. Zaraz dokończę opowieść...
On już nie wróci. Nie znacie mnie, on też mnie nie zna, ale ja go znam. Zawsze bał się oglądnąć za siebie.
Tej historii nie spali, wydaje mi się ciekawa. Tak naprawdę, to on nigdy nie był w Iraku, nigdy MNIE nie spotkał i brońcie bogowie, w życiu go nie całowałem! Co do jednego miał rację, to listonosz pukał... ale taki z niego listonosz, jak ze mnie Pius IX. Fantazja ludzi budzi we mnie podziw, Ameryka jest dużo zabawniejsza niż piasek. O! Słyszałem, niechaj zacytuję ,,oouurghh'' - co znaczy, że ten chory człowiek odszedł.
Ciekawi was pewnie, kim jest listonosz i co to za dziwaczne listy... wydaje mi się, że to Hermes, natomiast co do treści listów... przyznam, że i mnie ona intryguje. Chyba według własnej interpretacji. A dlaczego go zabił? Wierzcie mi, wasze wyobrażenia mają... hm, moc?
Ale dość słów. Idę się rozglądnąć jeszcze po tym nowoczesnym świecie. Uważajcie na cienie, czasem mają ludzki głos. Ha ha!
Chyba nie wierzycie w Ifrity, Dżiny i inne takie? Ha ha!
Z poważaniem
Płomyk... Płomyczek, tak jest ładniej.