Przy współpracy część 2
Autorzy: Mewah, Internauci
[275] mewahOddychała coraz ciężej. Bolało. Bardziej niż myślała, że może boleć. Ale Strażnik powiedział... czyli musi być wyjście. W sakwie miała co prawda drobne czary leczące, ale one nie pomogłyby w takiej poważnej sytuacji. Zresztą i tak sakwa została przy siodle. Od Ojca. ,,Tato...'' wyszeptała. TATO? Olśnienie spłynęło na nią nagle. Przecież jej Ojciec, planując sytuację awaryjną na tyle solidnie, że pamiętał nawet o zaszyciu monet w siodle, nie zapomniałby o Magii! Teraz musiała tylko skupić wszystkie swoje siły i doczołgać się do miejsca, w którym nagły atak stwora wyrzucił ją z siodła. Pełzła z trudem, ciężko dysząc i zostawiając za sobą krwawy ślad.
Warto było. Pod spodem siodła, w naszytej kieszeni znalazła Zaklęcie Ostatecznej Regeneracji. Oby tylko sił starczyło na całą inwokację...
Odetchnęła głęboko.
- Gratuluję - powiedział zamyślony - jako pierwsza pokonałaś ten poziom. Chyba masz niesamowite zdolności... żeby tak perfekcyjnie wybrnąć z tego...
Odpowiedziała:
- Dzięki. Wystarczyło uważać na wykładach. Mówiłeś przecież, że dopóki naprawdę nie wczujemy się w postać, nie zdołamy wykorzystać jej wszystkich zdolności. Sobie pogratuluj, to Twoja postać, dobrze ją wyposażyłeś, ja robiłam tylko tło tym razem - dodała cieplejszym tonem - to będzie nasz nowy przebój. Jeszcze lepszy niż ,,Wschód Gwiazdy Arethor''.
- O ile go zgłosimy do Biura - mruknął.
- Nie rozumiem?
- Widzisz... ja... - odetchnął głęboko - Ona... to znaczy ta postać... ona nie powinna...
- Co chcesz powiedziec? - przerwała, czując nagły ścisk żołądka.
Odetchnął, i już spokojnie odpowiedział - Albo udało nam się w końcu stworzyć grę z inteligencją logiczną, co zakrawa na cud, jeśli pomyślisz o tych wszystkich korporacjach, które o to walczą od tylu lat...
- ...albo??
- ...albo ty masz zdolność wpływania na wydarzenia w grze. Możesz przejrzeć moje notatki do jej postaci.
- Chyba zartujesz? Nie rozumiem? - ale widział, że powoli zaczyna to do niej docierać.
- Bo... jestem pewien, że nie umieszczałem tam tego zaklęcia. Wyjściem z sytuacji miało być znane Ci zaklęcie Przejęcia Energii Nieożywionej, miałaś koło siebie wystarczająco dużo skał, żeby energii z nich starczylo na wyleczenie.[279] mewahPatrzyla na niego. W ich zespole to on był "techniczny", ale też potrafil mocno bujać w obłokach, a ona stojąc twardo na ziemi uzupełniała zawsze ich gry o twardą logikę. To dlatego "Wschod" zdobyl taką popularność. Jego zapierające dech krajobrazy, jej konsekwencja działań w grze i wspolne perfekcyjne wykonanie.
- A co jest mniej prawdopodobne? - zapytała, zastanawiajac się, czy są w stanie przewidzieć, jak to się skończy.
- No własnie. Nie wiemy, czy to zadziałała inteligencja logiczna w grze, uzupełniając element, który zgodnie z wszelką logiką powinien się znalezc w tym miejscu, czy to Twoj umysl, wiedzac, że z Twoja klaustrofobią ta ciasna pieczara nie będzie dla ciebie nieozywioną przyrodą, a klatką, wpłynął na grę, tworząc ci wyjście zapasowe...
- No więc?... - drążyła, wiedząc, że nie może mu pozwolić teraz na zanurzenie się w rozmyslaniach
- Oba są rownie malo prawdopodobne. Duzo mniej prawdopodobne niz to, że jesli tylko wygadamy się w Biurze, co sie stalo, bedziemy mieli na karku ludzi Nerga. I tak od "Wschodu" dziwnie na nas patrza.
[282] Wojtek- Ale mamy sejwy?
*** Sagitta cieszyła się z tych krótkich chwil spokoju. Nigdy nie wiedziała ile będą trwać. Czasami były to naprawdę krótkie chwile, innym razem nawet kilka dni. Mogła wtedy pospać.
- Spokoju nigdy za wiele... - Powiedziała nerwowym głosem - nigdy nie wiadomo kiedy znów trzeba będzie walczyć.
,,Czemu mówię takie rzeczy?'' Myślała. ,,Czyżby życie w ciągłym napięciu powodowało, że zaczynam tracić zmysły? Co tu siebie okłamywać,'' - myślała dalej denerwując się coraz bardziej - ,,ja po prostu z w a r i o w a ł a m.''
- Zmęczona jestem, odpocznę trochę. - powiedziała i zaczęła przygotowywać się do spoczynku.
,,Nie to jest chyba cos więcej. Przecierz po Zaklęciu Ostatecznej Regeneracji nie powinna być zmęczona przynajmniej przez dwa dni. I tak właściwie, to dlaczego nie potrafię przerwać przygotowań??''[283] mewahCzując narastającą senność denerwowała się coraz bardziej.
"To nie jest normalne..." - jej spojrzenie padło na kamień, w pobliżu którego została zraniona. Była tam spora kałuża zasychającej już krwi, i kilka mniejszych odłamków skały o niepokojąco znajomym odcieniu. Podeszła bliżej. No tak, Runy. Obojętności, Zmęczenia i Snu. Mały prezent od jej niedoszłego zabójcy. Kopniakiem posłała je w przeciwległy kąt jaskini, czując, jak zaczyna ją opuszczać zmęczenie.
Nagle zaniepokoiła się. To znaczy, że ktoś, przewidując, że to jednak ona może zwyciężyć w tej walce, chciał zapewnić sobie możliwość dokończenia dzieła w trakcie jej, jakże nienaturalnego, odpoczynku.
W pospiechu zbierała rzeczy, gdy dotarło do niej, że skoro ktoś nie wykluczył jej zwyciestwa, to liczy się z jej siłą. Trochę podniosło ją to na duchu. "Boją się mnie...".
Ale i tak musiała uciekać. Zebrała pozostałe zaklęcia od ojca, wzięła sakwę i przygotowała broń. Wyjście z jaskini było kilaset metrów od niej.[284] mewahSzła szybko, chciała już wydostać się z tego miejsca. Mamrotała pod nosem przekleństwa pod adresem tej dziwki, Królowej. "Jak się dowie, że żyję, oby ją trafiło ze złości. Ciekawe kogo - albo co - naśle następnym razem..."
Była już w połowie drogi do wyjścia, gdy poczuła delikatne, znajome mrowienie. Ktoś stawiał portal w jaskini, i starał się robić to z użyciem jak najmniejszej ilości magii.
Przyspieszyła. Nie czuła co prawda niebezpieczeństwa... ale wolała nie sprawdzać ponownie na własnej skórze działania zaklęcia Ukrycia Zła. No, przynajmniej nie dziś. Nagle z jaskini dobiegł ściszony głos "Keorl, ona tu była. Żyje!"
Z wrażenia zatrzymała się. "Keorl?..." To imię mogli znać tylko przyjaciele. "Keorl! KEORL!!!", i wykrzykując imię swojego brata puściła się biegiem w stronę jaskini.[287] HygralBiegła i biegła. Bez wytchnienia. Aby przed siebie. Zdawało jej się, że ktoś jej odpowiedział. "To echo", pomyślała.[288] WojtekBiegła już coraz wolniej. Robiła się coraz bardziej zmęczona. Ale czuła, że może tak biec jeszcze długo.
"Już powinnam dotrzeć do miejsca, gdzie niedawno obozowałam..."
Zaczęła się uważniej rozglądać. Zauważyłą skałę. Wydawało się jej, że już ją mijałą. Przyjrzała się jej i w końcu dla pewności oznaczyła ją.
Ruszyła dalej, tym razem raźnym truchtem.
"To chyba to ta sama skała" pomyślała pięć minut puźniej, gdy mijała głaz. Robiłą się coraz bardziej zdenrwoana.
-- Kręcę się w kółko... -- szepneła zdenerwoana.
nie wiedziała co robić. Przysiadłą naprzeciwko głazu i uporczywie wpatrywała się w nią. Jakiś szczeguł nie pasował...
-- Znak!! -- wykrzyknęła -- On zniknął...[289] mewah***
Jakiś szczegół nie pasował... NIe umiała dojść jednak, co było nie tak.
Odetchnęła głęboko. Zawsze tuż po wyjściu miała wrażenie, że brakuje jej powietrza.
- Coś sie nie zgadza - powiedziała - jakiś błąd?... Ale wcześniej wszystko grało.
Oderwał wzrok od ekranu, na którym puścił powtórkę ostatnich paru minut.
- Tak... coś jest nie tak... - powiedział, wyraźnie zaniepokojony.
***
- Domyślili się?
- Nie sądzę, raczej zwalą to na bug w samej grze - uśmiechnął się z wyższością.
***
- I co, znalazłeś?
- Nie. Skończmy już, muszę przejrzeć całość na spokojnie. Wracaj do domu, spotkajmy się jutro jak zwykle.
- Ale prześpij sie choć trochę. Jeśli mamy jutro myśleć o testowaniu całości, musisz...
- Taaak, wiem, nie nudź już... - ale jego uśmiech był nadal pełny sympatii - dobranoc.[290] mewah- Dobra, zróbmy tę scenę jeszcze raz.
- OK, wchodzę.
***
"To chyba to ta sama skała" pomyślała pięć minut później, gdy mijała głaz. Niepokoiła się coraz bardziej.
-- Kręcę się w kółko... -- szepneła zdenerwowana.
Nie wiedziała co robić. Usiadła naprzeciwko głazu i uporczywie wpatrywała się w niego. Jakiś szczegół nie pasował...
-- Znak!! -- wykrzyknęła -- On zniknął...
Wstała zdezorientowana - nie bardzo wiedziała, co powinna zrobić. Czuła w tym jakieś zakłócenie, najpewniej spowodowane magią. Ale jak z tego wybrnąć? W którą stronę iść? Odnaleźć jaskinię, a w niej brata i jego mistrza? Przydałoby się, ale jaskinia wydawała się oddalać tym bardziej, im bardziej desperacko probowała do niej dotrzeć. Iść do wyjścia? Przynajmniej nie czułaby się w końcu tak przytłoczona tymi wąskimi ciemnymi korytarzami. Ale Keorl...
Wolałaby nie uciekać się do uzycia magii... "Nigdy nie wiadomo, kto cię może wyczuć", zacytowała w myslach słowa swojego nauczyciela. Trudno, nie poradzi sobie inaczej. Wyciagnęła Zwój Odnalezienia Drogi. Wyrecytowała zaklęcie, jako punkt docelowy wyobrażając sobie wyjście na zewnątrz. Najwidoczniej Keorl musi poczekać, zresztą, to wcale nie musiał być jej brat, tylko jakieś... licho, albo co.
Czuła, że zaklęcie zadziałało, w jej umyśle pojawił się plan drogi. Była całkiem blisko wyjścia. Podniosła swoje rzeczy i ruszyla szybkim krokiem.[294] mewah
Pierwsze parę minut szło jej całkiem nieźle. Z wdzięcznością wspomniała ojca i jego... hm, dziwaczne hobby, jakim było tworzenie najbardziej nieprawdopodobnych i najmniej przydatnych zaklęć. Jak choćby Zaklęcie Powstrzymania Niekontrolowanego Ruchu. Doceniła go dopiero lecząc ludzi w wiosce z długotrwałej biegunki.
"Teraz w lewo" pomyślała po chwili. Skręciła, i omal nie rozbiła głowy o skałę.
Nie było przejścia.
Zdziwiła się. Nie, nie była zdziwiona - to było pełne, całkowite zaskoczenie. W umyśle widziała delikatnie jasny, lekko fosforyzujący plan wyjścia z tych lochów. Jednak obrazki, stworzone przez jej umysł przy pomocy zaklęcia ojca, najwyraźniej stały w sprzeczności z rzeczywistością. "Co za cholerny labirynt!" przeklęła w myślach. Labirynt... No właśnie, Labirynt.
- O nie, tylko nie to - jeknęła - robiłam ten test pięć lat temu, w trakcie Drugiej Próby. To niesprawiedliwe, czemu mam go powtarzać?...[295] mewah
Mimo to uspokoiła się trochę. Nie wiedziała, po co ma powtarzać test, kto chce, aby to zrobiła - ale wiedziała przynajmniej, co ma robić. A przynajmniej tak się jej wydawalo. Ech, już chyba zaczyna być paranoiczką. Potrzasnęła głową. Nie wszystko musi mieć trzecie dno. "Niektóre rzeczy mają piąte", przypłynęły do jej pamięci słowa nauczyciela.
- A niektóre nie maja go wcale - dodała już na głos. Echo powtórzyło za nią.
- Nie ma na co czekać, czas w drogę.[296] mewah
Stała jednak nieruchomo. Skoro to była Próba Labiryntu, nie musiała się spieszyć, nic jej nie groziło. Niepokoiło ją jednak trochę w dalszym ciągu, dlaczego ma ją powtarzać. Przechodziła już przez to pięć lat temu. Do dziś pamiętała rozsadzające ją uczucie dumy. I pochwały ojca. W końcu to nie lada co, przejść przez Próbę Labiryntu najszybciej w swoim pokoleniu! Mowiono, że Labirynt to jeden z najtrudniejszych testów w Drugiej Dużej Próbie. Mowiono o nim różne - straszne w większości - rzeczy. To, że to właśnie Labirynt miał decydować o czasie przejścia przez niego, było jedną z łatwiejszych do zaakceptowania. Starsi gonili młodzież za opowiadanie takich plotek, ale chyba coś w nich było... W każdym razie, sama nieźle najadła się strachu, zanim w końcu przystapiła do testu. I ukończyła go niewiarygodnie szybko, po paru minutach wychodząc na rozjaśnioną słońcem polanę, prosto w ramiona ojca. Równie zdziwionego i szczęśliwego jak ona.
Czuła, że to wszystko wtedy może mieć związek z obecną sytuacją. Odnosiła jednak wrażenie, że ma do dyspozycji coraz mniej czasu, postanowiła więc, korzystając z tego, że w Labiryncie była bezpieczna, poświęcić maksimum energii na rozwiązanie tej zagadki. Odłożyła rzeczy, położyła się na zimnej skale - i tak niedługo przestanie odczuwać jej chłód - i rozpoczęła medytację.
Szybko poczuła znajome uczucie jedności ze swoim umysłem. Założmy, że faktycznie to Labirynt decyduje o tym, jak długo przebywa się w jego wnętrzu. Osoba, która go przeszła, nie chciała nigdy nic mówić o samej próbie. Niektóre osoby przebywały w nim nawet pare miesięcy, niektóre dużo krócej. Ona - parę minut. Z których nie pamiętała nic. Analizowała po kolei różne pomysły i odrzucała je, nie czując, aby mogły prowadzić do rozwiązania.
"A może Labirynt czegoś chce od wchodzących do niego?" - w jej umyśle pojawiała się przelotna myśl, ktora zgasłaby rownie szybko, jak wiele poprzednich, gdyby nie to, iż nagle poczuła, że jest na właściwej drodze. "Wróć. Czego może chcieć?" Ale natchnienie było tylko chwilowe. Sagitta poczuła narastające zmęczenie. Wiedziała, że niedługo będzie musiała przerwać medytowanie, które co prawda zawsze pomagało jej "szybciej myśleć", ale też kończyło się dużym znużeniem. Coraz bardziej zniechęcona, pomyślała "No dobra - to CZEGO CHCESZ?".
"Wiedzy. I współpracy". Nieoczekiwana odpowiedź zaskoczyła ją, choć mniej, niż mogłaby się spodziewać. Wzięła kilka głębokich regulujących oddechów. Wiedziała już, że poszła we właściwym kierunku. O to chodziło. Labirynt ŻYŁ.
- Jakiej wiedzy? Współpracy w czym?
- Twojej wiedzy, i współpracy z nami.
Sagitta milczała. Znała ten głos. W końcu odezwała się cicho:
- Przecież ty nie żyjesz...
- Nie śmiałbym twierdzić inaczej - usłyszała ponownie niski głos ojca - Labirynt przychowuje tylko część mojej świadomości. Potrzebną do wspołpracy z innymi. Przejście przez niego oznacza gotowość oddania swojej wiedzy na użytek nas wszystkich, ktorym nie jest obojętne, kto będzie rządził naszym światem przez najbliższe stulecia. Ale to Labirynt decyduje, kogo i kiedy przyjmie.
- Ojcze... tyle złych rzeczy się działo...
- Wiem. Musimy walczyć z nimi - razem.
[297] mewah
***
Wrzeszczała na niego. Jak nigdy.
Postanowił to przeczekać - poszedł do zakątka, gdzie ustawili automat do kawy, nalał do dwoch kubków, powoli wrócił do głównego stanowiska. Pił swój napój, czekając, aż Eva się uspokoi.
Wtedy podał jej kubek i powiedział:
- Gdybym Ci powiedział, musielibyśmy znaleźć kogoś innego do przetestowania gry, a na to jest za wcześnie. Gdybyś wiedziała, ze poprzez te zaklęcia ojciec usiłuje się z nią skontaktować, doprowadziłabyś do tego spotkania od razu po Ostatecznej Regeneracji. A ja musiałem sprawdzić, ilu wskazówek potrzebuje taka inteligentna osoba jak ty, żeby się domyslić. Teraz już wiem, że to jeden z najtrudniejszych questów w tej części gry. Będę musiał dołożyć kilka dodatkowych hintów, bo bez nich normalne głupki spoza branży nigdy nie wpadną na to, aby zadać Labiryntowi bezpośrednie pytanie.
Roześmiała się.
- Masz rację. Za wcześnie na zewnętrzny test - opróżniła kubek - to co, testujemy dalej? Jakie masz kolejne niespodzianki?
[546] thomas- niespodzianki - dziwił się[567] WojtekTak, jakby się przyjrzeć, to było ich całkiem sporo.
Teraz, kiedy zaczęła czytać szczegółowy opis gry, zauważała je. Przedtem wydawały się specjalne zaplanowanymi fragmentami.[592] longoEeeeeeeeee...
Nie ma tego złego, co by na dobre wyszło. Czego wy chcecie od gry. Ludzieeeeeeeeeeeeeeeeeeeee...
Wypijcie trzy piwka, poprawcie flaszeczką Pinot Grigio, no ewentualnie 2 sety....
Nie ma gier, nie ma virtuala. Zyjemy pełną piersią, nos do przodu, brzuch wciągnięty...
Hekja, żyjemy i dajemy żyć.
Po co gra ? Pieprzenie piąte przez dziesiąte.
E...........[620] Sikający pod wiatrGra jest konieczna -stwierdził z uporem.
Jeśli muy jej nie wydamy zrobi to konkurencja.
-I włóżcie wreszcie sobie w dupę wasze moralne rozterki-ton z surowego stał się rozkazujacym.
-Ludzie zawsze będa potrzebowali rozrywki!-stary wpadł w ten swój nastrój w stylu "dawno temu, kiedy komputery nie mówiły"-Zawsze będą płacili za to słono.
-Kiedyś szaleli gdy gladiatorzy cięli się na arenach i z ogniem w oczach oglądali wciekająca w piasek krew-skrzywił się po tym porównaniu jakby coś ugryzło go w policzek.
-A teraz-zawiesił głos- ...teraz to oni chcą być gladiatorami.
-Nie wystarcza im sterowanie Conanem na klawiaturze.
-Oni pragną uczestniczyć w grze
-Wciągac do płuc górskie powietrze Cymmerii-staruch rozmarzył się.
-Ale ran do spółki z gladiatorami i Conanem to juz nie pragną ?!- wtrąciła jadowicie Sagitta.
-Właśnie dlatego masz pracę skarbie-odparował stary.
-To ty przed nimi otrzymujesz rany-dodał z rozbrajająca szczerością.[622] Zły duchSą błędy w jakimś parametrze-Sagitta wypluła słowa jednym tchem zmieniając temat.
-Jaśniej proszę-ponaglił stary.
-Coś się zaczyna pieprzyć, tak ogólnie-Odparła wesoło.
-Jesteś niezwykle precyzyjna -burknąl staruch.
-Chodzi mi o to że tam gdzie był kamień już za moment gdy się odwrócisz go nie ma..nie zawsze z resztą.Czasem w tym miejscu pojawia się żaba, albo jakaś cholerna muszelka.Na łące , która ma stwarzać wrażenie spokoju coś szepcze i jęczy .Wierz mi , zajmuję się testami od 10 lat i ta gra mi się nie podoba.Jest w niej coś bardzo realnego , wręcz namacalnego.-Przesadzasz... to po pierwsze-przerwał jej stary-Po drugie to dobzre ,że jest namacalna jak twierdzisz-To się sprzeda-dodał radośnie.-Ostatnim razem przechodziłam przez mostek. Na poręczy była ustawiona dynia. Nie gam się tak na mnie , tylko daj powiedzieć.-Sagitta Przypaliła papierosa-Dyna-Powtórzyła-Taka jak na Hallowen, tylko bez lamiona w środku-dodała wyjasniającym tonem-Kiedy przeszłam przez ten pieprzony mostek, zatrzymałam sie i odwróciłam.Rozumiesz musiałam zobaczyć czy coś się zmieni.- I ??-Nie wytrzymał stary-Zmieniło się ??-Owszem-Głos jej zadrżał-Nasza bohaterka się chyba denerwuje -Wtrącił złośliwie staruch.-Wsadź sobie te uwagi-warknęła-Zamaist dyni na poręczy leżała głowa-stary uniósł brwi-Głowa mojego brata.Oderwana.Tak jak po tej katastrofie.-Stary zamyślil się.[690] mewah- I jestes pewna, ze to nie bylo zaplanowane?...
- Zaplanowane??? - z wrazenia o malo co sie nie potknela.
- ZAPLANOWANE?? Jak mozna w ogole myslec, ze on moglby zaplanowac cos takiego!!...
Po chwili dodala jednak:
-Byc moze... Byc moze zaplanowal to ktos inny. To zbyt logiczne aby mozna to potraktowac jako ciag nieuporzadkowanych przypadkow... Zbyt konsekwentne, by zwalic na "zwyklego" wirusa naslanego przez konkurencje... Musze tam wrocic - dodala zdecydowanym tonem i odwrocila sie w strone fotela.[693] mewahRozejrzala sie. Niby wszystko bylo tak trzeba, zapachy, kolory, ksztalty. Wszystko znane.
Oprocz delikatnego mrowienia wskazujacego na niedawne uzycie magii.
Obcej magii.******
-I co tym razem? Znowu zwalimy na blad w grze? Mowilem Ci, ze nie ma co ryzykowac, ale ty sie uparles, ze nie wroci.
-Miales racje - mruknal cicho - bestia, zdolna jest. Ten jej koles nawet by tego nie zauwazyl...
******
-jak to nie wrocisz??? Zglupialas?? Teraz, gdyb gra na ukonczeniu, akcje reklamowe rozpedzone, nagrody ogloszone, TY NIE CHCESZ WROCIC NA OSTATNIA AKCJE???[695] mewah
-Tam ktos grzebal. Nie wroce tam.
Widzial po jej zacietej minie, ze tym razem nie miala zamiaru ustapic. To, ze wyczula cos obcego, musialo ja faktycznie mocno wystraszyc.
Westchnal. - Dobrze. Ja tam wejde. Jak sobie nie poradze, i tak bedzie na Ciebie.
Milczala przez dluzsza chwile.
- Nie - powiedziala w koncu zdecydowanym glosem - wejdziemy tam razem. Ty sam tego nawet nie zauwazysz, jak cie znam. Stary reszty ekipy beda robic zapisy. To ostatnia scena, nie powinno sie dziac nic wiecej, ale musisz to sam obejrzec.[696] mewah
****
-Loguja sie razem! Miales racje!
- Poczekajmy, niech sie wczuja. Dajmy im przejsc do mety... - zasmial sie cicho.
I myslisz, ze jak on bedzie z nia, to nie bedzie chciala wrocic?
-Jestem o tym przekonany.
****
Ostatni duzy czar tkali wspolnie. Z podwojna moca, wspierani obecnoscia drugiej osoby, postawili Cichy Mur Smierci rozciagajacy sie nie tylko na szeroka sciezke, ale dobre pare metrow od niej, po czym ustawili sie na obu koncach Muru.
Chwila oczekiwania i wkrotce Mur zaczal zbierac zniwo. Kilkunastu, prawie wszyscy, wspoltowarzyszy krolowej lezalo bez zycia u ich stop. Ostatnich trzech pokonali bez specjalnego wysilku dorbiejszymi czarami.
Spojrzal na nia z zachwytem. I rozczarowaniem.
-To jest naprawde super! Tylko mowilas zawsze, ze duzo trudniejsza...
-Byla. W pojedynke. I, jak rozumiem, wejscia na kolejny poziom nawet nie zauwazyles, co?
-Na jaki wyzszy poziom? Bylas na LVL16 juz wczesniej, jak tu wchodzilismy razem! Sprawdzalem, bo przeciez robilem dublowanie cech na siebie!
Spojrzala na niego z politowaniem - Musiales pomylic 16 z 15, na 16 weszlismy juz razem, tuz przed stawianiem Muru. Popatrz!
Szybkim gestem reki przywolala opcje.
Posrodku, tuz obok pola z jej wizerunkiem, lsnila duza, lekko niebieskawa siedemnastka.[697] mewah-Musiales byc moooocno pijany, jak robiles koncowke - prychnela - ale zeby az tak, by zapomniec o calym poziomie???
Patrzyl na nia ponuro.
-Nie zapomnialem. Nie robilem siedemnastego. Nawet nie wiem, jakie czary moglbym wsadzic na siedemnasty, przeciez te wszystkie, ktore opisalismy wspolnie, juz dostalas wczesniej... a wiesz, ze ja nowych sam nie wymyslam...
- To co, kurcze, sam sie bonus zrobil, czy co? Czekaj, przejrze w takim razie, co mi doszlo...
Obserwowal, jak sprawnie przegladala opcje... on, mimo zdublowanych cech, potrzebowalby duzo czasu, zeby zrobic polowe tego, co ona. Szybkimi ruchami dloni przegladala kolejne wirtualne karty, wygladajac jakby sie przy tym naprawde dobrze bawila... Rozejrzal sie. Mimo, ze sam ten krajobraz tworzyl, przygladal mu sie z prawdziwa przyjemnoscia. Byl... no po prosty byl realny. Tak bardzo, jak to tylko mozliwe. I piekny. I taki, ze... ze az chcialo sie zostac.
Uslyszal smiech dziewczyny, spojrzal na nia pytajaco. Nie odrywajac radosnego wzroku i rak od kart opcji, odpowiedziala:
- To nie jest ostatni z mozliwych poziomow! Popatrz tu - obrocila karty w jego strone - dwie nowe galezie rozwoju, Zaawansowane Lucznictwo oraz Przejecia. Stopnie rozwoju wskazuja na nowe opcje za pare koejnych poziomow... Ciekawe ile nowych powstalo, i jakie nowe niespodzianki sa przez nami...[698] mewah
- O czym Ty mowisz? - nie rozumial jeszcze tego, co dla niej wydawalo sie juz oczywiste.
- Jak to o czym? Ktos zrobil ciag dalszy naszej gry! - rozesmiala sie - a ja sie martwilam, ze dzieje sie nie wiadomo co, ze nie mamy kontroli nad wlasnym produktem, ze stracimy prace, a tu stary z ekipa zrobili nam niespodzianke i przygotowali wstep do czesci drugiej! - klasnela w rece - dobrze, ze dales im kody wczesniej niz ustalilismy!
- Nie dalem im kodow...
[699] mewahPatrzyla na niego zaskoczona, niezdolna do sformulowania kolejnego wniosku.
- No nie dalem im kodow! Nie patrz tak na mnie. Nie dalbym im kodow do NASZEJ gry bez ustalenia tego z TOBA. Przeciez wiesz.
- Mowi prawde. Wasz zespol nie dostal kodow do GRY.
Obrocili sie gwaltownie i spojrzeli na mezczyne, ktory pojawil sie za ich plecami.
Sagitta wciagnela gwaltowanie powietrze - co sugerujesz? Wlamanie? Odpada, zaden z elementow skladowych systemu nawet przez sekunde nie byl wpiety do sieci, niemozliwe. Zreszta, wlam nie bylby tak logicznie wplatany w gre... Skad ten inteligentny pomysl z poziomem siedemnastym i paroma kolejnymi, ktorych istnienia sie domyslam?...
- Nie "paroma". Parudziesiecioma na pewno. Iloma dokladnie, nie wiemy, bo najstarszy z nas dotarl dopiero do 36-tego.
- Tak tak tak!.... - rozesmiala sie drwiaco - my, najlepszy zespol w miescie, pracowalismy na 16stoma od ponad roku.... ciekawe ile czasu zajelo TWOJEJ ekipie zrobienie kolejnych 20, tak perfekcyjne zgranie ich z naszym produktem i do tego, utrzymanie tego wszystkieg ow takiej tajemnicy, ze nawet jedno slowo nie dostalo sie do prasy!
Tym razem jednak to on zrozumial pierwszy znaczenie slow mezczyzny.
- To nie jest gra? - bardziej stwierdzil, niz zapytal.
- Nie. I to nie my wymyslalismy poziomy. Byly zawsze. - odpowiedzial mezczyna. Odwrocil sie w strone lezacych nieopodal cial wrogow i wymamrotal pod nosem zaklecie. Ciala zniknely, a delikatne mgielki energii przeplynely w strone mezczyny. - To nie jest gra - powtorzyl. nie mozecie juz zostawiac za soba sladow. Wygrywamy tak dlugo, jak dlugo Krolowa nie wie o tym, ze zdolalem Was juz tu sciagnac.[701] mewah- Posluchaj.... Nie wiem, gdzie jestesmy, nie wiem, co kombinujesz, ale ja chce juz stad wyjsc! - widac bylo po dziewczynie, ze nie jest zachwycona slowami mezczyzny. - Miala byc ostatnia walka z krolowa, wracamy do domu, kasujemy ciepla sumke i zabieramy sie za czesc druga - gwaltownie obrocila sie w strone swojego towarzyrza, ze zdziwieniem dostrzegajac na jego twarzy usmiech - no powiedz mu.... - dokonczyla juz z mniejszym zacieciem.
- Ja nie wracam - powiedzial patrzac na nia z rozesmianymi oczami - tu jest tak, jak mi sie snilo co noc w tym cholernym skomputeryzowanym blokowisku. Nie wracam. - powtorzyl, juz z narastajacym uporem w glosie, jakby preczuwajac, ze Sagitta nie jest jeszcze przekonana.
Mezczyzna zostawil ich samym, rozpalajac nieopodal male ognisko na kamieniach, by nie zostawiac za soba wypalonej trawy. Sagitta oderwala wzrok od niego, spojrzala na swojego przyjaciela i powiedziala cicho:
- Czy ty w oogle zdajesz sobie sprawe z czego rezygnujesz? Olbrzymia wyplata za udana gre, splendor, nagroda za debiut roku, jeszcze wieksza kasa za kolejne czesci... Zastanow sie... - spojrzala na niego uwaznie.
- Nie wracam - potrzasnal glowa - nawet nie bede ci tlumaczyl. Jesli wybor nie jest dla ciebie oczywisty, nie mamy o czym rozmawiac - odszedl z trone mezczyzny, zostawiajac ja sama.
- Myslisz, ze zostanie? Nie chcialbym byc tu bez niej...
- Zostanie - odparl mezczyna pogodnie - jej wyobraznia i sila ducha juz od dawna nalezy do tego swiata. A jej logika i zdolnosci znajda tu tez szybko odpowiednie przeznaczenie.
- A ja?
- Ty? Na karty naszych ksiag o historii trafiles juz w momencie, kiedy wymysliles swiat na tyle bliski naszego, ze moglismy go wykorzystac jako portal do sciagniecia Was tutaj. Ale to nie wszystkie twoje zdolnosci, z ktorych mamy nadzieje skorzystac. Ale wszystko w swoim czasie. Czas na posilek, a potem ruszamy w dalsza droga, z Sagitta - lub bez niej.
- Z Sagitta - odezwal sie glos dziewczyny zza ich plecow - chyba nie wyobrazacie sobie, ze pozwole, aby minela mnie taka zabawa, co? - i dodala usmiechnieta - no i musze zobaczyc, jak wysoko siegaja te "wasze" poziomy.
KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ
Strona główna Szuflada